poniedziałek

Loch Camelot i Jaga Wrońska

I znowu wydarzenie artystyczne w Krakowie o którym chciałabym napisać.Koncert piosenki francuskiej w piwnicy Lochu Camelot w Zaułku Niewiernego Tomasza.Ulica nosi nazwę św.Tomasza ,ale ma taki mały kącik nazwany właśnie owym wspomnianym zaułkiem.
Loch Camelot to niewielka kawiarenka ,a w piwnicy zabytkowej ,starej kamienicy mieści się kabaret lirycznej piosenki.Jego głowną artystka jest Jaga Wrońska ,której głos porównywany jest do głosu Ewy Demarczyk.Umiłowała sobie piosenkę francuską ,szczególnie piosenki Edith Piaf i śpiewa je w rodzimym języku "wróbelka Paryża" Właśnie na takim koncercie piosenki francuskiej byłam dzisiaj.Piwniczne ,niewygodne krzesła ,na scenie artysta przy fortepianie i drugi grający na akordeonie.Dawno nie słyszałam na żywo  tego      instrumentu.Rekwizytów artystycznych mało ,różnokolorowe szale ,które artystka zmienia w zależności od wykonywanej piosenki,dzwonki ,kilka barwnych piór.I to wszystko.Widownia tonie w mroku   tylko jasne światło wydobywa z cienia postać  Jagi. Śpiewa pięknie ,pełnym , mocnym głosem.Dzisiaj śpiewała o Paryżu  mieście smutnego i burzliwego zycia Edith.Jej ponadczasowe piosenki takie jak Milord  czy La boheme  wywoływały burzę oklasków. Obecnie          kiedy zalewa nas piosenka anglojęzyczna dobrze jest posłuchac czegoś w innym języku ,a mającego głęboko sięgającą tradycję.  
Piękne były piosenki francuskie ,ale dzisiaj chciałabym abyście posłuchali innej  z repertuaru Jagi Wrońskiej.Piosenki o Krakowie ,która została napisana i skomponowana w 750 lecie lokacji miasta.Piosenki nostalgicznej ,mądrej i lirycznej.Piosenki o "mieście na obłoku " może nie jedynym ,ale jednym z niewielu. Mieście ,w którym miłośc boli .I ja coś o tym wiem.
          Ostatnio u mnie tylko wrażenia z kulturalnych imprez Krakowa ,ale magiczny Kraków ma ich tyle ,że warto odwiedzić choćby co dziesiątą.
W Operze trwają próby do Króla Rogera.Muzyka Szymanowskiego jest trudna i trzeba włożyć niemało wysiłku by jej sprostać .

13 komentarzy:

  1. Często słucham piosenek francuskich
    - niektórzy mówią niemodnych",
    w moim przekonaniu ponadczasowych (!)
    Miłego wieczoru!

    OdpowiedzUsuń
  2. posłuchałam nutki i .... to nie moja bajka, że tak napiszę :)
    ps. nie wiem skąd ten problem z wejściem do mnie, bo jesteś pierwsza która to zgłasza. ja nie ograniczałam dostępu dla nikogo i blog jest zawsze ogólnodostępny. wystarczy wpisać w wyszukiwarkę jego adres (marharetta.blogspot.com) i hula bez zarzutu :) jeśli natomiast klikasz w pomarańczową ikonkę przy komentarzach, które zostawiam, kiedy jestem zalogowana, to będzie Ci wyskakiwało: "profil jest niedostępny", bo profilu nie mam dostępnego dla nikogo. ale profil, a blog to dwie różne sprawy :)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. lubie francuska muzyke,a zracji miejsca w ktorym mieszkam mam jej cale mnostwo
    pozdrawiam cieplo do milego ulka

    OdpowiedzUsuń
  4. Liwio, witaj. Jestem tak zaabsorbowana tą moją książką, że nie mam czasu nawet na wizyty. Te, które były w mojej gestii - zniknęły już, a mam następną propozycję . Dzisiaj dzwoniła moja wydawca (babka) i pytała, czy zgodzę się na wywiad z dziennikarką z radia Koszalin. Zapierałam się, jak mogłam, bo b. kiepsko się czuję (leczę drugi tydzień mocne przeziębienie), ale ona nie chciała odpuścić i w końcu się zgodziłam. Zobaczę o co będzie pytała.
    Recenzje, wraz z Twoją, są ponad moje oczekiwania. Tylko jedna polonistka, też z Krakowa , skrytykowała moje, jakoby, kolokwializmy w rodzaju : Polibuda. Wszak w potocznej mowie używa się skrótów myślowych tym bardziej, że to była moja uczelnia; albo , że mieszkałam na sublokatorce, a twierdzi, że powinnam byłam pisać "w pokoju sublokatorskim". Wszak, od zarania dziejów, używa się "sublokatorka", mimo że sublokatorką jest też osoba, z którą mieszkamy. Co ty na to ?
    Wysłuchałam pieśni tej pani Wrońskiej i stwierdzam, że ma mocny głos. Do francuskich piosenek - w sam raz, ale ja wolę głosy cichsze , ale o niezwykłej barwie. Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tą notką przywołałaś wspomnienia i to dwojakie. W czasach, gdy mój muzyczny świat kształtowała radiowa trójka, piosenka francuska też była rzadkością, a Edith, choć lansowana przez starsze pokolenie mnie nie zachwycała. Potrzebowałem sporo lat, by w końcu docenić i jej talent i francuską piosenkę w ogóle. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych ub. wieku miałem okazję przynajmniej raz w miesiącu bywać w mieście Kraka, w Teatrze Starym, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, czy w teatrze pod basztą na rynku (? – nazwy nie pamiętam). Moją pasją był właśnie teatr.
    Dzięki za przywołanie tych wspomnień.
    Pozdrawiam pięknie

    OdpowiedzUsuń
  6. Daleko mi do "mojego ukochanego" teatru, daleko mi...coraz dalej... do chłonięcia z dóbr kultury na żywo. Oszukuję się, płytami, książkami, nagraniami w necie ...czasem w TV....zawsze to jakaś namiastka, inaczej jak żyć?
    Cieplutko, jesiennie pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój , choć wydawałoby się, że napisany publicznie, uważałam go za prywatne zwierzenia. Już nie bądźcie takie zasadnicze. Ja, to ja, a ty to ty. Ja mogę , ty - robisz błędy, pisząc, jak by prywatnie. Oj, nie tak znów prywatnie, bo kto chce, ma do mnie , jak i do Ciebie dojście. Dopuszczam krytykę ale niech będzie konstruktywna. A obie nie były. Jakoś to, oczywiście, przeżyję, bo reszta opinii jest powalająca i bardzo, ale to bardzo mnie satysfakcjonuje i podnosi na duchu. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie pamiętam już kawiarenki Loch Camelot, a może jeszcze jej było (napewno) w moim czasie krakowskim.
    Byli inni aktorzy, inni piosenkarze
    Zawsze ze łzą w oku wspominam Kraków, "moje miasto"
    Cóż... mnie już prawie nie ma na świecie, został jakiś wrak... hi hi
    Cieszę się, że Ty żyjesz tam, pośród nutek muzyki
    dla niej warto żyć
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak na razie z około artystycznych wspomnień z Krakowa mam tylko to związane z Jamą Michalika. Zrobiła na mnie dość duże wrażenie, choć na pewno daleko temu miejscu do lat świetności, gdy wielcy spotykali się tam w różnych celach.

    Bardzo dobrze, że opisujesz takie wydarzenia, przynajmniej człowiek może poznać się z jakimiś cyklicznymi imprezami, by kiedyś korzystając z okazji uczestniczyć w czymś ciekawym.

    W sumie Hey/Nosowska to inne klimaty niż Kora/Maanam. Według mnie Kora jest swojego rodzaju ikoną dla Nosowskiej. Kiedyś widziałem jak wspólnie wykonują jeden kawałek Maanamu. To co widać było w i tak magicznych oczach Katarzyny Nosowskiej mogę określić tylko w jeden sposób, podziw dla legendy, a także duma z możliwości dzielenia sceny z nią.

    Mnie osobiście najbardziej zasmuciły zdjęcia Kory, jak chodziła z kroplówką po korytarzu szpitala w czasie walki z chorobą. Zero szacunku dla intymności w obliczu cierpienia, walki z nieznanym wrogiem jakim może okazać się nowotwór.

    Aby uniknąć takich sytuacji pojechaliśmy wcześniej na groby bliskich. Bo 1 i w kolejnych dniach nie ma co liczyć na możliwość zadumy.

    Masz rację, w nadchodzących dniach warto powspominać tych co odeszli, ale nie z wielkim smutkiem, raczej z nostalgią. Bo w jakiejś mierze te osoby są z nami, póki pamiętamy o nich.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio włączyłem moderowanie komentarzy. Bowiem kilka razy dostałem nieprzyjemne komentarze dotyczące mojej osoby.

    Wybacz za utrudnienie. Staram się w miarę możliwości publikować komentarze jak najszybciej się da.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. mila Livio
    dziekuje za odwiedziny i ten komentarz
    odszukalam wspomniany przez Ciebie kawalek,,,bardzo mi sie podobal
    trzymaj sie cieplo ulka

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga