Od kilku dni można zobaczyć na krakowskich bilbordach postać ojca Leona Knabita 86 letniego przeora zakonu OO.Benedyktynów Opactwa w Tyńcu.Jego habit zdobią duże , czerwone korale .Taki sam wizerunek umieścił ojciec Knabit na swoim blogu. Bilbord poszedł dalej ,mianowicie obok postaci ojca widnieje napis MŁODOŚC TO STAN UMYSŁU.Trudno mi znależc nić wiążącą te trzy ;wizerunek ,korale i napis.Ale zapewne istnieje skoro umieszczono taki bilbord.
Zmusił mnie on jednak do pewnej refleksji.Jak można się domyślić z moich ostatnio krótkich notek ,jestem chora .Leczą mnie chemią.Zetknęłam się w szpitalu i teraz na tzw.oddziale dziennym z wieloma podobnie chorymi.Rozmów nie da się uniknąć ,choć ja nie chcę wiedzieć za dużo.Ale same wpadaja w ucho.
I dane statystyczne są przerażające.Tylko codziennie do szpitala im.Rydygiera /ponure ,betonowe ,peerolowskie 12 piętrowe gmaszysko /gdzie onkologia jest tylko jednym z wielu oddziałów CODZIENNIE przybywa 6-7 nowych pacjentów.Tygodniowo to jest 42.A są przecież jeszcze starzy,już tam leżący.A wszystkie inne szpitale ,a ogromny specjalistyczny szpital przy.ul.Garncarskiej?A cała Polska?
Teraz ,kiedy przysłuchuję się rozmowom ,kiedy sama w nich uczestniczę słyszę ,że prawie w każdej rodzinie zdarzają się przypadki zachorowań na raka.Kończące się różnie.Siostra ,kuzyn ,szwagier ,koleżanka ,sąsiadka ,brat kolegi itd.
Do chorych na oddziały onkologiczne przychodzą psycholodzy.Na życzenie.I mówią tak "musisz nauczyć się żyć ze swoją chorobą" "zaakceptuj siebie" żyj normalnie " "wychodż do ludzi ,zapraszaj gości" dbaj o siebie " "popatrz na panią X jak sobie radzi i ładnie wygląda"
I nagle powyższe wypowiedzi połączyły mi się w jedno z hasłem na bilbordzie.
I tak: RAK TO STAN UMYSŁU.
PS.Owe bilbordy widziałam tylko z okien samochodu wieziona do tego znienawidzonego szpitala.Nie spaceruję jeszcze po mieście ,choć bardzo bym chciała.
Przepraszam, że tak krótko.
OdpowiedzUsuńJa już nie oglądam żadnych bilbordów
Sam przeszedłem wielką operację na raka i na onkologii utraciłem wiarę, widząc umierających ludzi, dzieci...
Rozumiem Ciebie doskonale i ogromnie Ci współczuję.
A tak całkiem z boku ... wydaje się miliardy na koscioły, ich utrzymanie,oświetlenie dzień i w noc, zakup najnowszych helikopterów i innych urządzeń do zabijania, niż na walkę z rakiem.
Cóż - po co rozdzierać szaty, skoro i tak ludzkość dąży do zagłady.
Zresztą moje zdanie i tak ma takie znaczenie jak gdakanie kury na grzędzie.
Pozdrawiam Ciebie bardzo gorąco
Szpital to przytłaczające miejsce, ale musisz to przejść! Potem będą spacery! Cieszę się, że w ogóle chce Ci się z nami rozmawiać. Bardzo serdecznie ściskam i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNie będę obwijał w bawełnę. Mnie postawa o. Knabita nie odpowiada. I nawet nie dla tego, że jest zakonnikiem. To, co on proponuje to oszukiwanie samego siebie. Młodość to młodość i nie da się jej przyrównać do jakiegokolwiek stanu po. Bo każdy wiek ma swój urok, niedostępny w innej fazie życie. Trzeba go tylko odnaleźć i się nim delektować. Szukanie w sobie młodości, gdy się ma czterdzieści, pięćdziesiąt lat to zakłamywanie rzeczywistości, tworzenie iluzji, której nie ma. Prędzej odpowiadają mi hasełka psychologów, choć im też można zarzucić zbytnia ogólnikowość, a już to: „Patrz na panią X...” zakrawa na kpinę. Nigdy nie będzie się panią X, pani X to zupełnie inna osoba. Ale namowa do pogodzenia się z chorobą i do normalnego życia jest zupełnie racjonalna. Pogodzić się z nią i walczyć z nią. Na szczęście, dziś szanse na wygraną są zdecydowanie większe niż jeszcze kilka dekad wstecz. Coraz więcej osób choruje, ale i coraz więcej wygrywa z tą chorobą.
OdpowiedzUsuńTego ostatniego życzę Ci najbardziej.
a właśnie nie! Asmo!
OdpowiedzUsuńmi pyknęła czterdziestka i co? jak mam się zachowywać? nie łącz młodości ciała z młodością ducha.
mam z siebie robić stateczną matronę, matkę dziecka, kobietę pracującą? mam nie mieć "kosmatych" myśli? - a mam! i to często! i się oglądam za facetami! - nie mgę ? mam chodzić w golfie i nie pokazywać smakowitego dla facetów dekoltu? mam przestać słuchać mojego ukochanego metalu i alternatywy i chętnie poszłabym na jakiś koncert, ale nie mam z kim. mam nie przeżywać i nie popiskiwać, gdy Polacy z Portugalczykami grają? nie mogę już mieć długich rozpuszczonych blond włosów tak jak w całym moim nastoletnim życiu? mam już nie pleść bzdur przy piwie ze znajomymi? ostatnio aż płakałam ze śmiechu - to nie mogę ze względu na wiek? latam na basen, latam na siłownię.
staram się, pomimo doświadczeń życiowych, wesoło patrzeć na świat.
mam 41 lat - czy takie zachowanie mi już nie przystoi?
to jak powinna zachowywać się 40-letnia kobieta?
Dor ta, a gdzie ja napisałem, że masz być czterdziestoletnia matroną?! Gdzie ja napisałem, że nie wolno Ci mieć kudłatych myśli? Byłbym hipokrytą, bo mając lat sześćdziesiąt z okładem, wolny od kudłatych myśli nie jestem i za statecznego pana w odpowiednim wieku też się nie uważam.
UsuńOpacznie mnie zrozumiałaś, bo mnie nie chodzi o to, jak masz się prezentować na zewnątrz, czy co myśleć o sobie. Powinno się być sobą i to w każdym szczególe, inaczej życie będzie udawaniem. A do tego próbuje nas namówić o. Knabit. Bo nie powiesz mi, że myślisz kategoriami dziecka czy nastoletniego podlotka. Nie wymażesz z pamięci bagażu nieraz ciężkich doświadczeń czy nabytej wiedzy. Możesz Ty się uważać za młodą, ja Cię będę uważał z racji swojego wieku (bez obrazy) za smarkulę, ale zapytaj swoją młodą córkę czy Cię uzna za rówieśniczkę? Takie oceny są ocenami subiektywnymi. Bycie sobą, to chyba nie udawanie podfruwajki? Ja Ci nawet mogę zazdrościć Twojej młodości, i zazdroszczę, tyle że to nie jest tak, jak chce o. Knabit. To tak jakby zaproponował Liivii, by sobie wmówiła, że nie powinna się przejmować – bo to jest właśnie domeną młodości. Napiszę Ci w sekrecie, bo dużo czytam jego tekstów, on proponuje, by całą troskę o swój stan zdrowia scedować na Boga. Według mnie to mało odpowiedzialne.
Mógłbym tak jeszcze spory elaborat, ale to nie mój blog, korzystam z gościnności.
Pozdrawiam pięknie.
to ja bym w tym wszystkim odróżniła młodość, zachowanie radości życia od infantylności.
Usuńmoja córka nie skończyła jeszcze 15 lat a w wielu kwestiach wyraża się i myśli w sposób zdecydowanie bardziej dorosły niż moja bratowa (lat 36). bratowa robi z siebie pruderyjną matronę już wykończoną życiem i w tym wszystkim zachowuje się jak dziecko strzelające fochy, które co chwila muszą być "ugłaskane", co też ciągle mój brat czyni.
teoretycznie jest ode mnie młodsza. ale jest już zgorzkniałą babą. identycznie jak jej mama.
dokładnie wiem ile mam lat. :) córa też wie :) peselek wskazuje swoje. ale to nie znaczy, że mentalnie mam zmierzać ku stanowi umysłu starej purchawy ;)
a wg mnie nie można się z chorobą pogodzić - bo to dla mnie oznacza przyzwolenie aby była.
OdpowiedzUsuńmyślę, że lepiej brzmi: przyjmuję do wiadomości, że choruję i nie godzę się na to.
i przepraszam za słownictwo, ale inaczej nie potrafię tego określić. generalnie nie przeklinam, ale czasami w trudnych chwilach, taki "tryb myślowy" mi się uruchamia.
trzeba mieć w sobie postawę walczącą zgodną z hasłem: i tak cię, skorupiaku, wypierdolę z mojego ciała!
W dyskusję TU toczącą nie włączymy się aczkolwiek czytamy z zaciekawieniem.
OdpowiedzUsuńZapraszamy na naszego bloga do odpowiedzi na Twój komentarz :)
Pozdrawiamy
Liwio, wreszcie się otworzyłaś. Bardzo mi brakowało rozmów z Tobą i Twych przemyśleń.Zgadzam się z Asmodeuszem w zupełności, albo w większości jego wypowiedzi. Ja , mając 84 wiem, że jestem stara, ale nie oznacza to, że nie interesuję się WSZYSTKIM, co mnie otacza i wściekam się, kiedy akurat oczekując na ciekawy mnie mecz - wysiada telewizja. Zrobiłam awanturę kierownikowi, że musi spowodować naprawę, bo nie ręczę za siebie. Cieszy mnie bardziej przyroda, niż w młodości, a z kolei w młodości rzadko byłam szczęśliwa choc pogodna duchem, co pozostało . Nie potrzeba do tego dodawać, że "czuję się młodo". Mam po prostu ciekawość życia, a do jakiej kategorii ma mnie ktoś zaliczyć - to jego sprawa. Natomiast nie znoszę, kiedy starzejące się osoby robią z siebie "podlotki" i "na siłę" chcą wyglądać młodziej (np. nie znoszą fryzur z długimi, rozpuszczonymi włosami, nawet u większości młodych osób, bo wygląda to niechlujnie i wcale nie odbiera lat, wręcz przeciwnie. Trzeba DBAĆ O SIEBIE, A NIE UDAWAĆ MŁODZIEŻÓWĘ, bo to śmiesznie wygląda i wręcz przeciwnie - postarza. A mieć ochotę na cokolwiek - to co innego. W każdym wieku czegoś się oczekuje. Tu, w domu starców - też łączą się parki. Ja tego nie wyobrażam sobie i nie znoszą "gruchających" staruszków, ale skoro chcą ? Ich sprawa.
OdpowiedzUsuńLiwio, moja złota, nie ma recepty, ani sensownej porady , jak masz się czuć i co robić w Twojej sytuacji. Ważne by sie nie załamywać.
Wiele lat temu, będąc w jednym z wrocławskich szpitali (przemierzyłam niemal wszystkie) napisałam notatkę z pobytu, charakteryzując wszystkie, z którymi przebywałam . Zamierzam je tu wydrukować. Tez juź byłam starszą panią, mimo młodego ducha.
Całuję. Może nawet spotykacie się z Helenką, o czym nie wiecie. Ona ma za sobą 4 chemie i pozostały jej jeszcze cztery. Niestety, bardzo ją osłabiają. Myślę o Was, nie modlę sie, bo jak Rysio, jestem niewierząca , ale z wszystkich sił mentalnych życzę Wam pomyślnej kuracji.
Livio!
OdpowiedzUsuńJedni mówią, że z rakiem trzeba postępować, jak z najokrutniejszym wrogiem... Drudzy radzą, żeby oswajać go rozumnie aż do chwili, kiedy nad nim się nie zapanuje. Prawdą jest, że wiele zależy od naszego rozumu, od tego jak "przepracujemy" sytuację,nasz stan zasobów, uruchamiając najważniejsze, w jaki sposób zarządzamy swoimi emocjami w okresie trwającej choroby. Na to nie ma jednej recepty, ale nie można poddać się myśli, że nie da się zwyciężyć - to byłoby drogą donikąd...
Życzę Ci wszelakich łask - wracaj do zdrowia!!!
Czekam na pomyślne wieści!
Cieszy mnie, że nieco podniosłam Cię na duchu. DUCH - to stan umysłu i ON MUSI BYĆ ZE STALI. Musisz być z nami i pozostać . Mój "odlot" jest najbliżej i niech tak pozostanie. Czy powiesz, jak długa kuracje jeszcze Cię czeka ? Na razie walczę z firmami, które naciągają klientów, spóźniaja się z wysyłkami itp. Jestem od nich zależna, bo tylko tą drogą mogę robić zakupy.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wpisy n.t. przyjaźni. Oj, jak bardxo można na niej się zawieżć, oj !!! Przeżyłam kilka i przestałam na nią oczekiwać. Jeśli w ogóle istnieje - to ja jej nie zaznałam, choć zawsze na nią byłam otwarta. I Ciebie, Helenkę za takie uważam, choć, rzecz jasna, wirtualna to nie taka sama, jak w realu. Dużo na ten temat można gadać, ale po co ?
Pozdrawiam. Ściskam serdecznie! Pragnę dodać Ci sił!
OdpowiedzUsuńZwycięstwo jest przed nami do chwili, do póki nasz umysł nie zaakceptuje porażki. Umysł to panel sterowania emocjami, ale i materialną powłoką naszego Ja.
OdpowiedzUsuńWiem, to tylko słowa, ale "Najpierw było słowo.."
Pozdrawiam bardzo serdecznie.:)
Nieustannie myślę o Tobie i wspieram mentalnie. Buźka
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuń