Z lustra patrzą na mnie zaszczute, bezrzęse oczy.Pod łukami brwi, których też już nie ma.Czasami przejadę szarą kreską ,najczęściej nie.Niebieski turbanik na "po domu " ,peruka ,jak mam gości lub muszę wyjść,do lekarza ,raz na trzy tygodnie.Do łazienki wchodzę ,korzystając ze światła w przedpokoju.Nie chcę się widzieć.
Lewa ręka opuchnięta ,palce u obu niesprawne.Nie ma mowy o graniu , kaleczą nawet kartki książek.Co chwilę coś mi wypada z rąk.
Sterydy podawane z chemią spowodowały przyrost wagi.Na tyle znaczny, że spodnie i spódnice za małe o dwa numery.Noszę spodnie na gumce. Opuchnięte stopy.
Chemia przeorała mój organizm ,jestem czasami tak słaba ,że problem sprawia dojście do łazienki.Czasami bywa lepiej.Cykl chemii zakończyłam ,podobno organizm powoli będzie się regenerował.Potem dalsze leczenie ,a jakie ,to będzie zależało od wyników badań.
A jeszcze pól roku temu byłam blondynką o dobrze podciętych włosach.Wyregulowanych brwiach i niezłej figurze.
Ale mogę zostać taka jaka jestem teraz ,byle te miesiące męki opłacily się .Nieustannie o tym myślę.
Ależ gruchnęłaś wieścią... Przyznaję, że nie wiem jak się w takich sytuacjach zachować. Przypuszczam, że trzeba Ci wsparcia. Jestem tylko wirtualny, ale mogę zapewnić, że je masz. Już mam jednego, którego spotkało coś podobnego, choć on bez chemii i go tak nie „przeorało”. Ale chyba nie licytacja tu ważna, a przekonanie Cię w opinii, że przecież będzie dobrze, a na pewno lepiej niż mogłoby być. I właśnie, żebym to ja jeszcze widział, jak to się skutecznie przekonuje? Gdybym mógł, pewnie bym Cię bez słowa przytulił. Jeśli Ci to przyniesie ulgę – pisz, szczególnie o tym, jak się czujesz, i co prorokują lekarze. Mnie wśród czytających nie zabraknie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
cokolwiek bym napisała, to i tak na placu boju jesteś sama, tylko Ty wiesz jakie potwory siedzą w Twojej głowie i sercu... włosy odrosną, kilogramy zgubisz, najważniejsze to żebyś nigdy nie zwątpiła i się nie poddała, a cuda się zdarzają, najlepszym przykładem na to jest "zmartwychwstanie" kogoś, kogo w pewnien sposób pochowałam, pochowałam bo musiałam chociaż czułam, że jest, że gdzieś tam daleko jest sam i walczy... minęło półtora roku, wygląda jak talib, jest chudy jak pająk i psychicznie popaprany na tysiąc możliwych sposobów, tak jak tylko nowotworowcy mogą być "popaprani" i żyje,uśmiecha się, pracuje, nie wiem czy wyzdrowieje, on też nie wie, ale się nie poddaje i tylko dlatego ma szansę, nawet jak nim poniewiera po glebie, to walczy i chociaż obrywam rykoszetami, to mogę tak obrywać do wyrzygania, przestałam wątpić i Ty też nie wątp!
OdpowiedzUsuńBardzo trudno odnieść się do Twojego postu, bo jakoś tak mokro...
OdpowiedzUsuńTo co napisałaś jest jakby częściowym odbiciem moich przeżyć... oczywiście w przybliżeniu, choć bardzo podobnie.
To było ponad 16 lat temu.
Ale żyję do tego darowanego życia.
To co piszesz to przecież są objawy stanu teraz - objawy.
A czas leci nieustannie, a objawy znikną. Kiedy przechodzi się burzę, ona nie trwa wiecznie. Ale trudno - trzeba przetrwać, przeczekać.
Twój tekst jest ogromnie poruszający
Nie mogę pomóc, ale często myślę o Tobie, wirtualna siostrzyczko.
Pozdrawiam serdecznie
Liiviio, to przejściowe niedogodności. Mnie podobasz się Taka jaka jesteś, w turbanie na głowie i spodniach z gumką.
OdpowiedzUsuńWysyłam Ci uzdrawiające moce, aby wspomogły Twój mechanizm obronny. Wierzę, że pomogą.
Przytulam mocno.
Liiviio, wytrzymałaś chemię, to dobrze. Byle nigdy więcej. Niestety, moja kuzynka i trzy koleżanki odeszły w trakcie brania, no w połowie.:( Wszystko to w ciągu kilku ostatnich miesięcy...tygodni...dni, się wydarzyło. Powinno teraz być coraz lepiej, jeśli wyniki nic nie wskażą...wygrałaś. Dla nas blogowych przyjaciół jesteś piękna jak zawsze.:)Bądź silna jak dotąd ..wspieram Ciebie całym moim sercem. Wierzę w Ciebie i Twoją siłę. Przytulam.:)
OdpowiedzUsuńNiech wszystko niechciane minie szybko , jak zły sen .
OdpowiedzUsuńDużo zdrowia Liiviio życzę i powrotu do dawnej formy .
Ja mam marzenie , chcę posłuchać jak grasz na skrzypcach , przed wielką publicznością . Ja chcę być jedną z tych podziwiających . Kiedyś chciałam grać na skrzypcach , ale moja rodzina kiwała tylko głową , że małej palma odbija . Nie krępuj się i pisz o wszystkim , czasami łatwiej , jak człowiek ten balast z siebie zrzuci .Wszystkich nas coś trapi :( ja walczę z silną anemią .Ale wierzę , że będzie dobrze , mam cztery wspaniale córki . I mam dla kogo żyć .Podłączyłam się do komentarzy , ponieważ i ja się zaczytuję na Twoim blogu , tylko jestem takim skromnym cichym czytelnikiem / który dziś się ujawnił / , że Twojego bloga odwiedza .Moc zdrowia życzę . Pozdrawiam bardzo serdecznie z moimi marzeniami :)
Witaj Anonimowa Kobieto.
UsuńJa mam podobne marzenie do Ciebie odnośnie mojej gry.I ono mogłoby być realne...
Dziękuję za życzliwość .Córki to wspaniała sprawa!
Zapraszam ,zaglądaj .
Smutno, a chciałabym Cię rozweselić! Łzy cisną mi się do oczu,ale cieszę się , że dzielnie przeszłaś cały cykl chemii. Wyniki na pewno będą coraz lepsze i wtedy wróci lepsze samopoczucie. Całuję.
OdpowiedzUsuńmogę Cię tylko uścisnąć.
OdpowiedzUsuńwierzę, że będzie dobrze :)
O Boże! A ja czytając Twoje wcześniejsze listy myślałam, że jesteś szczęśliwą, spełnioną Kobietą, chwilowo lekko niedysponowaną. I pewnie tak będzie za jakiś czas. A teraz brak mi słów, przytulam delikatnie i przesyłam dobre, jasne światło.
OdpowiedzUsuńŚciskam serdecznie i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKsiążkę postaram się kupić! Dziękuję za wiadomość. Mocno ściskam i trzymam kciuki!!!😘
OdpowiedzUsuńTeraz jest ciężko, ale przyszłość lepsza przed Tobą! Z obrzękami można próbować poradzić, może za pomocą drenażu limfatycznego (?) Przesyłam Ci pozytywną energię - zdrowiej!!!
OdpowiedzUsuń