poniedziałek

Belle Epoque

Letnie dni i wieczory nie sprzyjają siedzeniu w domu. A miasto kusi wielością koncertów,spektakli na wolnym powietrzu ,wystaw i wernisaży.Jako alternatywą dla tych ,którzy z różnych powodów nie cieszą się teraz plażami egzotycznych krajów,wędrówkami po górskich szlakach czy komarami z Mazur.
Krakowski teatr Bagatela ma swoją tzw.małą scenę w jednej ze starych kamienic z uroczym podwórkiem przyozdobionym niewielkimi klombikami ,zamkniętym z trzech stron wynioslymi  domami.Jeszcze kilkanaście lat temu takie podwórka straszyly stertą rzadko usuwanych śmieci ,wszechobecnym brudem i brzydotą.Dzisiaj to małe perełki ,zamienione na kawiarniane i piwne ogródki.
Belle Epoque  to spektakl  przedstawiający życie panienek na angielskiej pensji w końcu XIX wieku.Panienek z dobrych ,zamożnych domów ,ojcowie to koniecznie wojskowi stacjonujący w Indiach ,mamusie piękne ,szczupłe i znudzone .A dziewczynki poddane surowej dyscyplinie przełożonej pensji i nauczycielek,wolne od nauki chwile spędzają na marzeniach o mężczyznach ,pisaniu pamiętników ,obmawianiu koleżanek i ogromnej chęci ucieczki w świat.Udaje się to trzem ,do szukania których zostaje zatrudniony Sherlock Holmes Spektakl łączy w czasie przedstawionym podobieństwo do dramatu Czechowa Trzy siostry w którym młode kobiety również żyją marzeniem opuszczenia majątku na wsi ,gdzie nudno i jednostajnie i chcą wyjechać do Moskwy.Nie maja jednak na to środków i jedynym wyjściem jest ślub jednej z nich z mocno starym konkurentem.
Przedstawieniu towarzyszy muzyka z motywem przewodnim walca Szostakowicza.Ech,Rasija ..
Dodam jeszcze tylko ,ze uciekinierki z angielskiej pensji ,trzy piękne dziewczyny znalazly się w Paryżu ,w nocnym klubie ,wdychając opium przez sziszę ....w takt rytmów Orientu.
W czasie przerwy ,bo spektakl był trzygodzinny ,popatrzyłam w co ubrały się panie.Jak ktoś przez przeszlo rok nie wychodził z domu z wyjątkiem wizyt u lekarzy i zabiegów i to wożony , a nie chodzony, to wypadł z obiegu ,modowego również.I popatrzyłam na poprzecinane spodnie ,przeżroczyste sukienki bez bielizny,męskie spodnie do kolan ,Postęp ,ogromny postęp ,...Powiem tylko ,ze też miałam spodnie ,ale całe i bluzkę przeżroczystą lekko ,ale z bielizną..Widać ,nie nadążam ,ale nadrobię..
I wyjście w ciepły ,letni wieczór ,który niezauważalnie przechodził w noc.Jasną od pełni ,pachnącą garkuchnią z pobliskich knajpek ,rozgadaną ,roześmianą ,niespaną.
Bo te lipcowe noce nie są do spania.Są do kochania ,picia ,rozmów po świt.Są do marzeń o miłości.
Ale mogą też znikać ,zagryzione małą ,podłużna tabletką.Na sen bez snów.Jak u mnie.

12 komentarzy:

  1. Po pierwsze wspaniałe że wyszłaś i zrobiłaś coś dla siebie ;)
    Co do samej sztuki - uwielbiam .
    Tamte czasy , tamte stroje , tamte obyczaje .
    Nie mialanym nic przeciwko gdybym mogła żyć tam wtedy ;)
    A narazie żyjemy tu i teraz .
    Myślę że taka kobieta jak Ty nie mogła modowo zastygnac .
    Jeśli ma się piękno w środku wystarczy coś na nie narzucić .
    Jeśli będziesz mieć chwilę wpadnij do mnie - biegam bez stanika .
    W słusznym celu ;)))
    Chce bowiem żeby Amazonki przypomniały sobie jak pięknymi kobietami sa.
    I tak biegajac w polu powstał nowy pomysł .
    Może i ja patrząc na nie odnajde swoje piękno .
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie .
    Ps. Łączę się też z Tobą w spedzaniu nocy lipcowych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to piękne czasy...ale ja chyba za bardzo współczesna jestem, choć sztukę, książkę, film z dużą chęcią!
    Uwielbiam letnie noce, z lampką wina, przegadane w towarzystwie, gdy gwiazdy nam towarzyszą a cisza wcale nie jest ciszą ;)

    Biegam-eufemizm- w dziurawych portkach, ale nie wszędzie, mając z tyłu głowy jakiś tam kod mody ;)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ania23:19

    Ech..,wiele bym dała za te klimaty:) Mam na myśli teatr,piekną letnią noc,a zwłszcza Kraków.:)Zazdroszczę,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. już nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w teatrze... ale mimo że nie byłam tam wieki to jednak nie ubrałabym podartych spodni i bluzki bez stanika ;) no jakoś mi to nie współgra estetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne takie wyjścia :)

    a za modą ja też nie nadAnŻam. ostatnimi czasy usiłowałam kupić sobie dżinsy. pierwszym problemem było znalezienie odpowiedniego kroju i rozmiaru. :/ a drugim problemem było znalezienie CAŁYCH spodni z normalnymi kieszeniami. (na sklepy typu wrangler, levis mnie nie stać).
    ostatecznie udało się, choć ciężko było! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Te tabletki
    To już tak na zawsze?
    Przecież żal lipcowych nocy: )

    OdpowiedzUsuń
  7. Namawiasz i kusisz na lipcowe noce przegadane z lampką wina i w dobrym towarzystwie! Masz rację, kochajmy lato!!!
    Też zazdroszczę Ci Krakowa, teatru i tej atmosfery w krakowskie noce!
    Myślę, że wizyta w teatrze zobowiązuje do eleganckiego, bądź wizytowego stroju! To nic, że scena jest pod gołym niebem, teatr to sakrum, musimy okazać szacunek aktorom! Poza tym w odświętnym stroju poczujemy się szczególnie!!!
    Namarudziłam, ale cieszę się z Twojej wizyty w teatrze, bardzo. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Teatr to sacrum, a spodnie z " dziurami" to profana!
    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  9. AbaŻurek10:10

    Zgadzam się - teatr,filharmonia,opera to miejsca szczególne.
    Czasem trzeba się wznieść ponad ,skądinąd urocze,spodnie z dziurami:) Pozdrawiam w deszczowy poranek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli upraszać można o nienadążanie za "modą", to byłbym zobligowany... Ja wiem, że normą jest ogół, a nie margines, aliści tak nas niewielu normalnych zostało, że szkoda byłaby niepowetowana stracić kogokolwiek z tego grona...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podążanie za trendami w modzie nie jest konieczne, lepiej podążać za modą w kulturze :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Romantyczna dusza w Tobie drzemie. Co do stroju, to zgadzam się z Wachmistrzem i tymi, którzy hołdują tradycji jeżeli chodzi o przybytki kultury.Ukłony.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga