PROSZĘ NIE OTWIERAĆ BRAMY WEJŚCIOWEJ BEZDOMNEMU.
Przemierzam klatkę schodową przynajmniej raz dziennie, 5 pięter, windy nie ma, mieszkam na trzecim, ale bezdomnego nie spotkałam.Do przedwczoraj.Wychodziłam wcześnie z domu, bo już po siódmej.Jeszcze zanim wyszłam, poczułam w przedpokoju niepokojący zapach.Kiedy otworzyłam drzwi na klatkę schodową już wiedziałam.Wychodził na kolanach po schodach chcąc dotrzeć na samą górę.Po drodze zostawił kałużę moczu i odrażający smród.Kiedy wracałam po kilku godzinach klatka schodowa pachniała kwiatowym płynem, bezdomnego nie bylo.
Ostatnio przez kilka nocy było ok.-10 stopni, ktoś z mieszkańców na pewno wpuścił litościwie bezdomnego.Tyle zrobił dobrego.Ja nie zrobiłam nic, nie przyniosłam ciepłej herbaty, nie zadzwoniłam po pomoc.Przeszłam, odwracając głowę.Żle mi z tym.Mogłam zadzwonić po straż miejską po pogotowie.Ale wiem jak to wygląda.Pogotowie nie przyjechałoby na pewno.Straż miejska , przy dobrej woli obu stron, zawiozłaby bezdomnego do przytuliska , jest ich w Krakowie dużo, tam pewnie by go odczyścili, nakarmili, odziali w czyste rzeczy i...mógłby wrócić na noc, na swoje miejsce na podłodze, ale pod kocami i w cieple.Piszę "na podłodze" bo ostatnie mrozy sprawiły,że przytuliska są pełne. Wielu z nich jednak nie wraca....
Grudzień jest radosnym miesiącem. Przynajmniej tak to wygląda w mediach, mikołajowe dziadki, rozświetlone choinki, prezenty.Ale i piękne akcje charytatywne, odwiedziny w szpitalach, domach pomocy, hospicjach.Jest tyle dobrych ludzi, cichych, skromnych i z otwartym sercem dla drugiego.
Znam osobiście i bardzo cenię pana doktora pracującego w stowarzyszeniu Lekarze bez Granic.Mają swoje miejsce pracy przy ul.Smoleńsk w Krakowie.Ich pacjentami są najczęściej bezdomni, lub bardzo ubodzy ludzie.Dostają za darmo leki, jak potrzeba to czysty opatrunek, zastrzyk, niejednokrotnie ciepłą herbatę.
Pan doktor o którym piszę ma 92 lata.Stareńki, miło uśmiechnięty, życzliwy i niezawodny.Oprócz niego, oczywiście, pracują tam inni lekarze. Oddani swojej pracy , nie wybrzydzający na pacjentów, uczciwi; pracują za "dziękuję" a czasem nawet za to nie. Po prostu lubią pomagać.
Na plantach wolontariusze częstują ciepłą zupą, rozdają zimowe kurtki, buty, skarpety. Wigilie dla ubogich na Krakowskim Rynku gromadzą tłumy.
Jesteśmy dobrzy, tak po prostu.
Ano właśnie
OdpowiedzUsuńTrochę nie wiadomo co robić
Bo ten smród też może człowiekowi przeszkadzać
Mam nadzieję że straż miejska by się tym zajęła
Nim oczywiście
Życie pogania i przechodzimy obojętnie.
UsuńNie rób sobie wyrzutów Livio. Wiele osób (ja też) nie wiedziałoby jak się zachować, co zrobić... Podziwiam takich ludzi jak ten lekarz, o którym wspominasz. Jak nie potrafiłabym tak. Albo jeszcze do tego nie dorosłam.
OdpowiedzUsuńŚciskam Livio:-)
Pan doktor Żurowski. Żona też lekarz, ale nie pracuje zawodowo bo nie ma już sił.Oboje to pełna kultura i przedwojenne wychowanie.
UsuńPiękny, wzruszający tekst...
OdpowiedzUsuńNie otwierała mi się Twoja strona, dopiero wczoraj.
UsuńJesteś tak pięknie kolorowa, pozdrawiam.
Chyba każdy ma lub miał kiedyś taki dylemat, nie jesteśmy doskonali.
OdpowiedzUsuńNawet takie rozważania dobrze o Tobie świadczą.
Wszystkich się nie uratuje, czasem nawet służby są bezsilne, tym bardziej, że bezdomni postępują często jak zaprogramowani na autodestrukcję...
Bezdomni , póki młodzi , dają sobie radę.Gorzej ze starymi i chorymi.Nie mogą rozstać się z alkoholem, a to warunek.
Usuńul. Smoleńsk - po jednej stronie ulicy ośrodek o którym piszesz, po drugiej stronie najdroższa szkoła w Krakowie, z czesnym 5 tys zł /mies. Przechodziłam z pracy w tej szkole obok tej instytucjo pomocowej i codziennie uderzał mnie ten kontrast bogactwa z biedą, elity i dna społecznego. Byłam między jednymi a drugimi - wyzyskiwana przez pracodawcę, głodna i zmęczona ale nie na tyle zdesperowana aby wejść do tych drugich i poprosić o zupę.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci coś.Na Smoleńsk mieściło się /nie wiem czy jest nadal/takie małe biuro podróży.Nie miało szyldu, tylko na wizytówce zamiast nazwiska widniała nazwa biura.Właściciel, ok.50, sprytny byczek codziennie chodził do Caritasu /prawie że vis a vis / po ciepły obiadek dla siebie i mamusi za jedyne 2 zł.I chwalił się, jaki sprytny.
UsuńMamusia umarła kilka lat temu, a jego złapała na małżeństwo Ukrainka, jeszcze sprytniejsza od niego.
Pozdrawiam, Klarko.
Zima w Polsce, dodatkowo ciezki czas dla bezdomnych, tutaj w Au tez jest duzo bezdomnych, ale warunki klimatyczne zdecydowanie lepsze, zadnych mrozow.
OdpowiedzUsuńRozne sa historie bezdomnych, sa i tacy z wyboru, ze tak chca zyc, gromadza sie w centrum miasta, mieli propozycje mieszkaniowe ale nie chcieli.
Jak jest sprzyjający klimat to już nie takie straszne dla bezdomnych,wielu z nich wybiera życie na tzw.wolności.
OdpowiedzUsuńW Krakowie jest wielu bezdomnych, ale ośrodki pomocy pomagają jak mogą.
Pozdrawiam, Mari
We wtorek mijałam na klatce śpiącego bezdomnego. Szłam z małym dzieckiem, więc minęłam, wytłumaczyłam jak umiałam kto zacz. Według mnie niechby sobie pospał w cieple, tylko czy musi sikać w niej, albo co gorszego? Podziwiam ludzi, którzy pracują z nimi, mnie ten zapach przyprawia o mdłości, bywało że musiałam wysiąść z tramwaju jeśli taki jechał w pobliżu.
OdpowiedzUsuńTrzeba mieć dużo samozaparcia i dobrej woli aby znosić brud, smród i inne.Ja też nie potrafiłabym , dlatego jestem pełna podziwu i szacunku dla takich osób.
Usuń