czwartek

Moja Babcia Emilia

Babcia pochodziła z Kresów Wschodnich; urodziła się w Kołomyi na terenach obecnej Ukrainy. Tam spędziła dzieciństwo i pierwsze lata nauki.To tam w szkole wisiał na ścianie portret cesarza Franciszka Józefa , ktoremu krótką modlitwą oddawano cześć przed rozpoczęciem lekcji, to w tej szkole dzieci codziennie uczyły się języka niemieckiego, którego znajomość tak bardzo potem się przydała. To tam, zgodnie, uczniowie rozchodzili się na swoje lekcje religii do księdza, popa i rabina.
Dalsza nauka odbyła się we Lwowie, naprzód tzw.mała matura, potem duża.We Lwowie babcia poznała swojego przyszłego męza.I kilka lat była szczęśliwa. Od chwili wybuchu I wojny widziała go potem tylko raz ,gdy udalo mu się przyjechać na przepustkę. W domu był trzyletni synek/mój ojciec/ .W czasie tej przepustki "powstała" malutka dziewczynka.Ona nie widziała ojca nigdy.
Z końcem wojny babcia odebrała list od dowództwa oddziału, w którym walczył dziadek, z informacją "zaginął" Jedna literka i dziesiątk lat niepewności. Szukała go długie lata po wojnie, przez Czerwony Krzyż i inne organizacje. Bez śladu.W końcu, ale nie wiem po ilu latach, znalazł się świadek, który widział, jak pocisk go rozerwał. Nie ma grobu, tylko symboliczną tabliczkę  na rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.
Babcia wychowywała sama dwoje dzieci i pracowała jako protokolantka w Sądzie Wojskowym., długie lata, aż do wybuchu IIwojny. Wojsko opiekowało się jakoś tam dziećmi  wojskowych, były okazjonalne paczki i pewnie jakaś pomoc materialna, ale o tym nie wiem.
Babcia pracowała w Sądzie Wojskowym aż do wybuchu II wojny. Nie wyszła ponownie zamąż, chociaż jako jedyna kobieta pracująca w wojsku miała wielu "starających" jak mówiła jej siostra. Ponadto była bardzo ładna, delikatna blondynka o niebieskich oczach.
W czsie wojny pracowała jako pokojówka w hotelu we Lwowie. Właścicielką tego hotelu była Rosjanka, która wychodziła z założenia-" nie rabotajesz, nie kuszajesz" albo "chleb i woda, nie gołoda" Ale praca byla w miarę stała i pozwoliła przetrwać. Gośćmi hotelowymi byli przeważnie Rosjanie, wieczorami gromadzili się w jednym z pokoi, rozkładali na podłodze prześcieradło, pojawiał się samogon, słonina , ogórki. Siadali na podłodze, pili i śpiewali tęskne piosenki .
Czasami zapraszali na kieliszek pokojówki i wtedy nie można bylo odmówić, bo życzliwość przekształcała się w gniew.
W 1945 r z falą repartiantów zza Buga , babcia znalazła się w Gliwicach.Mieszkała tam bardzo skromnie w przydzielonym jej pokoj przy rodzinie Ślązaków. Nie bylo między nimi dobrego porozumienia, na Ziemiach Zchodnich nie lubiano kresowiaków, przeszkadzał akcent, inne zwyczaje , a nawet poczucie humoru.
Zaraz po przyjeżdzie do Gliwic babcia zgłosiła się do pracy; pracowała znowu w Sądzie Wojskowym, gdzie już miała doświadczenie, a potem jako sekretarka w dwuletnim Studium Przygotowawczym .W czsach komuny po ukończeniu tego studium otrzymywało się zaświadczenie o ukończeniu studów wyższych.
Po otrzymaniu emerytury z tzw.starego portfela, znowu szukała pracy, bo emerytura byla bardzo niska. Udało jej się zdobyć pracę popołudniami w Kolegium Karno - Orzekającym. Pisała protokoły, wzywała strony do sali przesłuchań, układala papierki. Praca pozwalala jej codziennie wychodzić do ludzi, miała swoje grono znajomych, przeważnie wśród kresowiaków. Chodziła do kina , bibliotek ,czasem na wystawy. Co miesiąc przyjeżdżała na kilka dni do Krakowa, do syna czyli mojego ojca ,no i do mnie, swojej ukochanej wnuczki.  Z córką, przez długie lata po wojnie nie widziała się wcale, córka wyszła zamąż za Czecha i wyjechali do Zlina.
Jeden miesiąc wakacji spędzała ze mną jako dzieckiem w Nowym Targu. Mieszkała tam jej siostra, a moja kochana ciocia Mania , też ze Lwowa.
To był dobry czas.
Kiedy miała 87 lat przyjechała do Krakowa na pogrzeb syna.Trzy lata póżniej odeszła cichutko, na zawał. Nie była dla nikogo cięzarem, tak jak to sobie wymodliła.
Przepracowała w sumie 63 lata.Nie dorobiła się niczego oprócz koniecznych mebli i ubrań. Byla na wskroś uczciwym i prawym człowiekiem, a dla mnie babcią, przyjaciółką, nauczycielką.


23 komentarze:

  1. "Naprzód " :)))

    Zwyczajna, wspaniała, niezwykła i wzruszająca historia o człowieku!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała, budująca i wzruszająca historia.
    Nasze babcie były dzielnymi kobietami, nie wiem czy nasze pokolenie byłoby na to stać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było inne pokolenie, psychicznie zdrowsze, pomimo wojen, głodu i strachu.

      Usuń
  3. Piękna historia. O zwykłym/niezwykłym człowieku 🧡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero po wielu latach widzę ile trzeba było mieć samozaparcia i siły, by godnie przetrwać .
      Pomimo, że los nie szczędził nieszczęść, babcia była jakby ponad to. Nie chciała, by ktokolwiek jej żałował, rozpacz była tylko w czterech ścianach. Ale pięknie umiała się też cieszyć z małych rzeczy.

      Usuń
  4. Wiesz liiviio, czasem analizuję przeżycia moich babć i podziwiam je. Trudne czasy wojny i moje babcie pozbawiły mężów...wychowywały same dzieci, czyli i moich rodziców.To było trudne ponad miarę, a mimo to, nie wyszły za mąż...bo czekały na powrót mężów😢.
    Szacunek dla wszystkich BABĆ...czasów wojny!
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nich słowa przysięgi malżeńskiej nie były tylko formułką. I to pozwalało przetrwać.
      Babcia nie była zgorzkniała, wprost przeciwnie, ładnie się ubierała, delikatnie malowała, cieszył ją np. nowy lakier do paznokci lub ciuszek , który dostała na imieniny. Dla mnie miała całe pokłady cierpliwości, a ja nie zawze byłam posłuszna.

      Usuń
  5. Piękne wspomnienie Babci.
    To prawda, tamte kobiety miały w sobie siłę i hart ducha, potrafiły przetrwać niejedno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te wspomnienia są dla mnie bardzo cenne.

      Usuń
  6. Przepiękny, wruszający tekst.
    Tak się zastanawiam skąd ta drobna blondynka miała tyle siły???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      To pewnie siła woli i honoru.

      Usuń
  7. Cudna opowieść o człowieku. Zazdroszczę tych szczegółowych wspomnień z historii życia Babci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia dużo opowiadała, a ja byłam wdzięcznym słuchaczem.

      Usuń
  8. ... takie słowa, takie historie zawsze mocno mnie wzruszają. To, ile ci ludzie przeżyli jest nie do opisania... jak tylko mam okazję spotkać osobę, która ma chęc opowiedzenia o tym co kiedyś było, podobnie jak Ty, uciszam się i uważnie słucham.. kiedyś już nie będzie takiej możliwosci..

    OdpowiedzUsuń
  9. Popłakałam się, czytając. Niestety z pokolenia na pokolenie jesteśmy coraz słabsi psychicznie, bo psuje nas dobrobyt. Znałam tylko dziadków ze strony mamy. Babcia nie opowiadała mi o swoim życiu, robiła to moja matka ale wtedy nie słuchałam zbyt uważnie. Dzisiaj młodzi nie chcą słuchać o dawnych przeżyciach swoich przodków, a szkoda. Jeżeli nawet nie chcieliby ich naśladować, to przynajmniej mogliby nauczyć się, że wiele można tylko trzeba chcieć. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z babcią Emilią miałam bardzo dobry kontakt, chociaż jako dziecko i nastolatka byłam trochę krnąbrna. Moja druga babcia ze strony mamy umarła kiedy miałam trzy lata i coś tam pamiętam jak przez mgłę. A obaj dziadkowie umarli młodo.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  10. Opowiedziane z miłością! Piękny i budujący życiorys Twojej babci uczy cierpliwości i pokory.
    Zawsze żal mi ludzi, którzy musieli opuścić ukochane miejsca, to okropne być wygnańcem. Ileż potrzeba sił, by się nie załamać!
    Pozdrawiam Cię Livio serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja cała rodzina zarówno ze strony ojca jak i mamy pochodzila z Kresów.Jako dziecko nasłuchałam się wielu historii o ludzkich losach tych przymusowo emigrowanych. Oni wszyscy, jak jeden mąż, bardzo tęsknili za opuszczonymi miejscami i żyli nadzieją powrotu.
      Znam Kresy , Ukrainę, Bialoruś , Litwę - piękne krajobrazy,czarny w domach pieczon chleb, nostalgia.
      Dobrze, że się już pojawiłaś po długiej nieobecności!

      Usuń
    2. Dziękuję, że się cieszysz z mojego powrotu! Bardzo lubię zaglądać na Twój blog.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie.

      Usuń
  11. Dzięki za pozytywną energię. :)

    Chyba faktycznie ten port jest dobry. Bo wcześniej Staruszek czuł w ręku skutki podania chemii, teraz jak się pytałem czy coś czuł w czasie tłoczenia jej przez port to nic się nie działo.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Zwiedziłam Kresy i podzielam Twój zachwyt.
    Piękna laurka wystawiona Babci. Wspaniały człowiek, warto brać przykład, by wnuki zapamiętały.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga