czwartek

Pojechać do Lwowa

 Pisze osiemdziesięcioletnia Polka ze Lwowa " każą nam schodzić do piwnic, kiedy słychać samoloty. Mieszkam na ósmym piętrze ze sparaliżowanym synem, nie możemy sobie poradzić. Zostajemy w mieszkaniu. Nie mam leków, pobliska apteka zamknęta.Modlimy się. Jeszcze żyjemy" 

To tylko kropla w morzu nieszcześcia.                                                                                                              W tomiku moich wierszy wydanych w ubiegłym roku znalazł się ten o Lwowie, który pisałam z myślą o Polakach, którzy musieli opuścić swoje ukochane miasto na skutek zmiany granic.Lwów był miastem wielokulturowym mieszkali tam obok siebie Polacy, Ukraincy, Ormianie Żydzi.W  zgodzie i wzajemnym szacunku.

                                                        Miasto

                                                                     Motto: 

                                                           Co noc stoję boso  

                       przed zatrzśniętymi drzwiami mojego miasta. 

                                         Zbigniew Herbert                         .

                                                                                          .

         Pojechać do Lwowa- mówi poeta.

        Z dowolnego dworca, o byle jakiej porze roku czy dnia.

        w blasku gwiazd lub słońca,      

        w gniewnej śnieżycy czy ulewnym deszczu. 

        Pojechać - czyli powrócić 

        do haftowanych serwet, popołudniowych your fixów

        do popielatych sukien z tysiącem guzików

        nieuległych niecierpliwym palcom.      


      Pojechać - to przywitać bliskich

      Ormian, Rusinów, Żydów

      dla których przyjażń była jak ślad klonowego liścia

      na bochenku chleba.

     Pojechać - to przypomnieć Brygidki

     w gorące, czerwcowe noce, 

     kiedy nad miastem unosił się odór niepogrzebanych ciał,

     grozę Wzgórz Wuleckich

     której nie opiszą już żadne Słówka zamordowanego artysty.

    Więc lepiej - nie pojechać,

    aby znowu nie spakować swego życia

    w dwie przypadkowe walizki.


* Brygidki- więżienie we Lwowie, gdzie w czerwcu 1941 roku NKWD dokonało masowego mordu na więżniach politycznych.

* Wzgórza Wuleckie- miejsce roztrzelania w lipcu 1941 polskich profesorów Uniwersytetu Lwowskiego i Politechniki Lwowskiej.Wśród roztrzelanych znalazł się wykładowca, lekarz, artysta Tadeusz Boy- Żeleński, autor niezapomnianych Słówek.

Kiedy pisałam ten wiersz nie wiedziałam, że nadciągają jeżdżcy Apokalipsy.

                                                                                             

                                                                        


20 komentarzy:

  1. Serce boli...
    W pamięci piękno tego miasta, do którego chce się wracać... jak do żadnego innego.
    I teraz relacje od chłopaków ze Lwowa, którzy wożą potrzebne rzeczy na front...
    Trzymam się nadziei, że wojna nie zniszczy fizycznie Lwowa, bo psychicznie już odciska swe piętno, jak i w całej zachodniej części Ukrainy.
    Historia jednak lubi się powtarzać :(
    Budujące, że przyjaźń przetrwała, mimo trudnej wspólnej historii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne są Twoje słowa i pełne nadziei.

      Usuń
  2. Przyjaźń jak ślad klonowego liścia na bochenku chleba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj dajemy dowód tej przyjażni..ale obawiam się, ze mogą wstać duchy przeszłości. Czytam tu i ówdzie, słyszę to czy tamto..

      Usuń
  3. Ciągle czuję się jak w matrixie, a przecież widzę wojnę, tylko tyle że zza ekranika laptopa czy telewizora..... serce boli..... tym bardziej, że w moich żyłach płynie i polska, i rosyjska krew..... Rodzice pochodzili ze wschodu i też pakowali całe zycie w przypadkowe walizki..... widzę zdjęcia i ciągle nie jestem w stanie sobie wyobrazić ogromu zła, które się wylało na Ukrainę..... a wiersz, wzruszył mnie do łez. Pięknie piszesz poezję..... ściskam Cię mocno w tych trudnych czasach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem z opowiadań rodziców i dziadków co znaczyło dla nich opuszczenie Lwowa. A potem ciągle mieli nadzieję, ze to tylko chwilowe.
      Cieszę się, ze wiersz Ci się podobał, to dla autora wielki zaszczyt i zachęta, ze może coś jeszcze napisać.
      Pozdrawiam i przytulam.

      Usuń
    2. doskonale to wiem, w sensie autorstwa..... pamiętam jak się czułam odbierając pierwsze wyróżnienie dla poety regionu, na ogólnopolskim Malowaniu Słowem..... moje wiersze przestały żyć, a właściwie moja wena... i wiem już dlaczego..... za mało obcuję z poetami i poezją..... takie życie, które goni ciągle i ucieka przez palce..... może kiedyś wrócą lepsze czasy i wena.

      Usuń
  4. Serce boli, wszystko boli, gdy czyta się takie rzeczy, a ludzie , znając obrazy z przeszłości ciągle wracają na znane ścieżki ku przepaści...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to " ludzie ludziom zgotowali ten los"

      Usuń
  5. I ja mam w pamięci i w sercu Lwów, chociaż urodziłam się i cały czas mieszkam w Warszawie.
    Lwów to miasto z sercem pełnym miłości...
    A Twój wiersz wzruszający...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieciństwo to byly wspomnienia rodziców i dziadkow o Lwowie i ogromna nadzieja, ze jeszcze tam wrócą, ze to tylko przejściowa sytuacja.
      Byłam we Lwowie kilkakrotnie, piękne miasto, choć zanika jego wielokulturowosć.
      A wiersz był pisany z potrzeby serca, dziękuję za uznanie.

      Usuń
    2. Zapraszam Cię serdecznie na mój blog, bo piszę o Lwowie :-)

      Usuń
  6. Byłam we Lwowie raz, z uczelni. Dlatego z niepokojem odbieram wiadomości o tym, jak rosyjskie wojska podjeżdżają coraz bliżej tego pięknego miasta. Przejmujący wiersz, wzruszyłam się czytając go.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wiersz trafił do Twojego serca

      Usuń
  7. Bialutka żyje i zmiany u niej ogromne :) na samym dole u mnie jest formularz kontaktowy, napisz mi tam swojego maila...

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przyznać, że te wiersze dotykają mocniej właśnie w tym czasie w jakim teraz jesteśmy.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za komentarz. Również pozdrawiam i uśmiecham się do Ciebie,

      Usuń
  9. Na Twoje życzenie wiersz o Lwowie zamieściłam w swoim poście na temat Twojego zbiorku "44 wiersze", ale przeszedł bez echa. Dziś czytamy uważniej, bo rzeczywistość mamy tragiczną. Ja słyszałam wypowiedź jednej kobiety, która mówiła, że w mieszkaniu została leżąca sparaliżowana matka, gdy inni chowali się w piwnicy. Gdy wróciła do mieszkania, starsza kobieta nie żyła. Pomyślałam wtedy, że gdyby wojna przyszła do nas, mnie czeka taki sam los. Od ponad miesiąca jestem sparaliżowana strachem i niemocą. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że przynajmniej zaglądasz na blogi! Rozumiem Twój strach, każdy z nas żyje w niepewności jutra.
    A Lwów.. chciałabym aby został w nienaruszonym stanie.
    Na pocztę wysłałam Ci bardzo optymistyczny deserek.

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga