Książka jest literacką opowieścią ostatniej i jedynej narzeczonej artysty- Józefy Szelińskiej.
Autorka, Agata Tuszyńska, starała się odtworzyć historię jej związku z Brunonem Schulzem, trwającym pięć długich, niespokojnych i burzliwych lat od 1933 do 1937 roku. Było w nim wszystko, wielka milość, podziw i zauroczenie, ale też zazdrość, upokorzenia, zdrady. Bruno Schulz widziany oczami zakochanej kobiety to nie tylko geniusz, artysta, mistrz ale i mężczyzna. Jakim był?
Zabiłem twojego Żyda- powiedział 19 listopada 1942 roku gestapowiec Karl Gunther do naczelnika gestapo w Drohobyczu Feliksa Ladau.
Co było przedtem? Drohobycz, półtora miasta, pół polskie, pół żydowskie, pół ukraińskie. Miejsce, gdzie na nadrzecznych łąkach kwitły anemony, w dżungli łopianów spacerowały zmysłowe kobiety. Krzywe domki, zarośnięte chwastami podwórka i cuchnące naftą powietrze były dla Schulza ziemią obiecaną, Ameryką i Atlantydą. Nie dał się namówić na opuszczenie miasta. Nikomu i nigdy. Tam chciał umrzeć. Postury gnoma, szary jak jego garnitury, Chodził zawsze blisko murów i ścian, jakby chciał się w nie wtopić. Kiedy Józefina go poznała ważył niewiele więcej niż 50 kg. Na swoich rysunkach skulony, z udręczoną twarzą, a nad nim ręce z biczami..
A narzeczona, Józefa Szelińska, drohobycka piękność, przystojna, zrównoważona, praktyczna, wykształcona. Spacerowali razem , rozmawiali, czytali poezje, tłumaczyli Rilkiego. Interesowała ich muzyka, malarstwo, literatura. Schulz był często gościem w jej domu i to jej zadedykował Sklepy cynamonowe. Był odporny na wszystkie prośby opuszczenia Drohobycza na rzecz Lwowa czy Warszawy. Raz, namówiony na wyjazd do Paryża, wybrał się tam w najmniej do tego odpowiednim letnim miesiącu, kiedy cała bohema artystyczna wypoczywała na Lazurowym Wybrzeżu. Z Zakopanego wracali w różnych nastrojach, znajomosć z Witkacym była cenna, ale wycieczki w góry i całonocne biesiady już nie. Za to Juna była zachwycona. Może wybaczyłaby mu zdradę, konkretną kobietę, ale inne upodobania, z trudem Próbowała zrozumieć, kochała go, udawała, że nie dostrzega. A może rysunki to tylko artystyczna wyobrażnia? Kiedy się przekonała, że nie, usiłowała popełnić samobójstwo. Odratowano ją, ale do Schulza nie chciała już wracać, a on jej zbyt gorliwie nie szukał, chociaż pracowała tak blisko Drohobycza - w Stryju.
Nic nie wiedziała o jego śmierci, ta porażająca wiadomość zastała ją w Gdańsku, gdzie zamieszkala po wojnie. Pochowany pod płotem, bezimienny.. I szalona myśl- pojechać do Drohobycza, odkopać, pochować godnie. Tylko, że tamtego Drohobycza już nie było...
Jej kolejne pięćdziesiąt lat życia to gromadzenie pamiątek po nim, obserwowanie pośmiertnej sławy, odtwarzanie w pamięci, wydarzeń, słów, gestów, tropienie w bibliotekach szczątków korespondencji- i pytanie jak refren- kochał ją czy nie? Składając w całość zachowane fragmenty korespondencji Schulza z Zofią Nałkowską, porównując daty i miejsca zrozumiała, co kiedyś mówił o jednej, dziwnej nocy. Kochał je obie?
Muza na emeryturze, stara narzeczona, pomarszczona, o lasce, w ortopedycznym bucie, samotnie spędzane dni.. 11 lipca 1991 roku połknęła garść tabletek nasennych, popiła szampanem. W dziewięćdziesiątą dziewiątą rocznicę urodzin Brunona Schulza.
Agata Tuszyńska nadała swojej książce podtytuł Apokryf. Jest więc różnorodna jak apokryf, czasami nieprawdziwa, ale czyta się ją z przyjemnością.
O freski, które w czasie okupacji malował Schulz na ścianach wilii Landau, sceny z bajek, dla jego corki , upomniała się po wojnie organizacja Yad Vashem i zostały one wywiezione do Izraela, razem z tynkiem na którym były malowane. Grabież malowideł tłumaczono tym, że Schulz był Żydem i miał głęboką świadomość swojego żydostwa. Polecam film Benjamina Geislera pt. Odnależć obrazy.

Czytanie tego to dla mnie uczta literacka. Dziękuję!
OdpowiedzUsuńJestem zażenowana i bardzo dziękuję.
UsuńW liceum studiowałyśmy jego twórczość do olimpiad przedmiotowych, więc książkę chętnie bym przeczytała...
OdpowiedzUsuńjotka
Ręczę głową, że książka Ci się spodoba.
UsuńByłam w Drohobyczu i czytałam "Sklepy cynamonowe". Muszę te książkę przeczytać bo Schulz był wyjątkowy...
OdpowiedzUsuńStokrotka
W Krakowie na Kazimierzu jest knajpka o nazwie Ulica Krokodyli. Mao kto wie, szczególnie młodzi , skąd ta nazwa.
UsuńKsiążkę bardzo polecam, kopalna wiadomości i piękny język.
Wspaniała książka.O sztuce,wojnie,miłosci i śmierci.I o tym,ze życie pisze nieprzewidywalne scenariusze.Juna popelnila samobójstwa w wieku 86 lat.
OdpowiedzUsuńMasz rację, ksiażka wspaniała i warta przeczytania. Póżne samobójstwa chyba nie są takie rzadkie. Gdyby u nas było prawo do eutanazji, wielu by skorzystało, aby przerwać męczarnie i nie tylko te fizyczne.
UsuńJak to dla naszej pamięci ważne, aby takie osoby jak Bruno Schulz i Józefa Szelińska były obecne w naszej pamięci i w naszej kulturze. Schulz jest gigantem polskiej literatury chociaż nie szukał rozgłosu.
OdpowiedzUsuńBardzo skutecznie, choć nie nachalnie zachęciłaś do przeczytania książki. Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że zabiegowi się poddałaś i przebiegł pomyślnie, ale nie ujawnił niczego niepokojącego. Uściski.
OdpowiedzUsuńZabiegowi się nie poddałam bo jestem tchórz. ..Livia
OdpowiedzUsuń