Obraz Rembrandta przedstawia wieczerzę ,którą zakończyło się spotkanie dwóch uczniów z Jezusem na drodze do wioski pod Jerozolimą-Emaus.Początkowo uczniowie nie wierzyli ,że spotkali Jezusa,miał przecież leżeć w grobie.Dopiero w czasie wieczerzy, kiedy łamał i błogosławił chleb-poznali go.
Malarz kochał malować w ciemnych ,mrocznych barwach, a jednocześnie nigdy nie brakowało w jego obrazach światła.Najczęściej skierowane było ono na główną postać .
W drugi dzień Wielkanocy, na krakowskim Emausie ,w dzielnicy Zwierzyniec ,u stóp kościółka sióstr Norbertanek ,nad rzeką Rudawą odbywa się największy odpust Krakowa. Tak jak Emaus leżało niedaleko Jerozolimy ,tak Żwierzyniec leży niedaleko starego Krakowa ,dzisiaj jest jego dzielnicą.
Na odpuście ,jak to na odpuście kramy rozmaite ,baloniki ,dmuchane serca ,cukierki kolorowe,długie ,krótkie ,kuliste ,wężowate .Miodziki tureckie i inne słodkości.Karuzele ,diabelskie koło,huśtawki.A że to Lany Poniedziałek to i wody nie brakowało dzisiaj i tej z nieba i tej z plastikowych butelek ,pojemniczków ,strzykawek ,konewek chyba nie było.
Ja jednak z racji wspomnień z dzieciństwa milej wspominam odpust na Rękawce ,który odbywał się w tzw.trzeci dzień świąt.Do szkoły się jeszcze nie szło ,chodziliśmy na Krzemionki /dzisiaj Wzgórza Lasoty/ i pod Kopiec Krakusa i pod maleńki Kościółek św.Benedykta przy którym straszyła Czarna Dama,I straszy nadal.Zmieniły się tylko obiekty straszenia
Ponieważ w czasach dzieciństwa i młodości mieszkałam w dzielnicy Podgórze , ,bliżej mi było jako dziecku na Krzemionki.I tam mogłam iść z koleżankami ,a już na Emaus trzeba było z rodzicami.A to już nie taka zabawa.
Legenda tłumaczy powstanie nazwy ulicy Rękawka tym ,że mieszczanie krakowscy nosili w swych szerokich rękawach koszul i kubraków ziemię potrzebną do usypania Kopca Krakusa.Szli ulicą biegnącą pod skałkami Krzemionek i ulica ta została nazwaną Rękawką. Za czasów mego dzieciństwa ulica ubożuchna,rodziny wielodzietne ,robotnicze,przy domach malutkie kwiatowe ogródki ,park zabaw dla dzieci ;jedna huśtawka i tzw.koniki.Dzisiaj bloki w marmurach ,sklepy ze sprzętem elektronicznym,gabinety odnowy biologicznej itp.
A wracając do odpustu na Rękawce ; koniecznie trzeba było najpierw wstąpić do Kościółka św.Benedykta,otwieranego raz do roku ,właśnie w Wielkanoc ,a potem już można było szaleć.W deszczu ,bo tradycją Rękawki był deszcz.Padało co roku.Rozmiękła ziemia i śliska trawa sprzyjała upadkom,ale co to komu szkodziło.Pamiętam charakterystyczny zapach waty cukrowej i smak grubych ,kolorowych owocowych landrynek.Pamiętam, że nieraz dostawałam ,najczęściej w głowę ,piłeczką wypełnioną trocinami ,na gumce.To był pewnego rodzaju podryw ,walili piłkami chłopcy w upatrzoną dziewczynkę.
Na Rękawkę chodziłam z moimi dwiema koleżankami ,,mieszkającymi pięć kamienic dalej ode mnie.Jedna była o rok starsza ode mnie ,druga młodsza o rok.To były siostry.Czasem dołączał do nas ich starszy brat.
Były jeszcze huśtawki ,tzw.łódki ,obowiązkowo karuzele ,chyba tylko jedna ,kramiki z zabawkami ,strzelnica.
Kiedy moje córki były małe ,zabierałam je na Rękawkę.I było tak jak kiedyś ,wata ,karuzela deszcz ale uleciał już genius loci tego miejsca.
Zawsze kiedy widzę ,myślę ,czytam o odpustach ,wesołych miasteczkach. , przypomina mi się wiersz Miłosza Campo di Fiori Kwiecień ,Wielkanoc .Z jednej strony kręci się karuzela ,śmiech dzieci ,radośni rodzice ,choć groza okupacji trwa ,a za murem ,niedaleko ,w ten sam piękny ,kwietniowy ,wielkanocny dzień płonie getto .Umierają ludzie.Zabawa i śmierć.
Tak jak kilka wieków wcześniej na rzymskim Campo do Fiori ,kwiatowym placu osądzono i spalono Giordano Bruno. A nieopodal gwarne miejsce ,handel w najlepsze ,tłum ludzi .I umiera człowiek,,który nie wyparł się swoich odkryć.A jednak się kręci!
Notka miała być o Emausie i Rękawce .A dygresje to tak ...mimochodem.
PS.Patrzę przez okno ,dzisiaj Rękawka ,w w Krakowie pada ...ŚNIEG.

Rzadko jako dziecko bywałam na jarmarkach. Pamiętam tylko jarmarki na wsi u moich dziadków. Maleńka wieś na Pomorzu, kościół do którego tylko w niedzielę przyjeżdżał ksiądz, a jarmarki kolorowe, smaczne i pachnące. Tak je zapamiętałam.
OdpowiedzUsuńŚciskam i pozdrawiam serdecznie.
Barwnie to wszystko umiesz opisać. Nie znam za bardzo takich tradycji, bo w latach 90. jak i pewnie teraz są na wymarciu takie zabawy. Choć nie przeczę, że można by było spróbować reaktywować choć część z nich.
OdpowiedzUsuńA u mnie nadal Skandynawia, mało nie wpakowałem się w największe kłopoty, po tym jak do głowy wpadła mi jedna nieodpowiedzialna myśl. Ale mam nadzieję, że szybko się wydostanę z tego co się nazbierało przez Święta u mnie.
Pozdrawiam!
Trudno mi coś napisać, ponieważ moje poglądy na religie byłyby źle przyjęte.
OdpowiedzUsuńnatomiast podziwiam Twoje zdolności pisarskie. potrafisz zainteresować, a to jest bardzo cenne.
u mnie dziś rano była zawieja śnieżna.
pozdrawiam
Na początek wyłączyłam telefon... Chyba podziałało. Dobijał się co chwila. Ba! Nawet z pracy chciał wracać. Teraz to nawet trochę żałuję, że go dłużej nie przetrzymałam z tym nie odzywaniem się.
OdpowiedzUsuńZostałaś mocno oblana w lany poniedziałek? :)
U nas też padał śnieg. Bardzo mnie zaskoczył. A Campo di Fiori... hm
Dzięki wielkie Livio. Jesteś bardzo mądrą osobą, do tego jeszcze potrafisz się pochylić nad innymi. Wybacz, że Ci zatrułem głowę, ale jakoś nie wiedziałem jak po pierwsze wyrzucić to z siebie i potem żeby z kimś nawet w dwóch zdaniach popisać o tym co się przyczepiło do mnie.
OdpowiedzUsuńDzięki za kolejne już słowa uznania. Ale to raczej należy patrzeć w inne rejony, na inne osoby niż ja. Bo w jakbym nie miał choćby do myślenia takiej osoby, to wtedy mogłoby coś mi odbić zupełnie. A tak jakoś przetrwałem kryzys chwilowy.
O kurczaki. Mam nadzieję, że wszystko dobrze będzie z wynikami i w ogóle u Ciebie. Fakt, myślenie o wynikach tak ważnych badań czy nawet o nich samych to coś okropnego. Ale jak się dowiadujemy o pozytywach to jest wtedy OK. I tego Tobie życzę, dobrych wyników.
Pozdrawiam!
Jednym z najczęstszych miejsc spotkania Jezusa z ludźmi (w Ewangelii Łukasza) są posiłki. Jezus nie gardzi żadnym zaproszeniem do stołu. Siada do wspólnego posiłku zarówno z najuboższymi, jak też z bogatymi faryzeuszami. Chętnie posila się także u przyjaciół. Wspólne posiłki — to ulubiony sposób przebywania Jezusa z ludźmi.Jego obecność jest rzeczywista, żywa; jest to obecność poprzez znaki, wśród których Słowo Boże i Eucharystia są najważniejsze.
OdpowiedzUsuńNie znam miejsc, które opisałaś, ale wydaje mi się, że my często szukamy tego co jest bardzo blisko- Emaus jest w nas; pozdrawiam Basia
Na ile my dziś potrafimy rozpoznać znaki dawane nam przez Jezusa? A przecież Jego obecność jest rzeczywista, choć nierozpoznawalna z powodu naszych ułomności i słabości.
Ja mam nieco inne zdanie, jednak Dzień Marihuany stosowanej w medycynie również popieram. Co jak co ale są sytuacje, gdy należy dopuścić także metody powiedzmy alternatywne w leczeniu. A marihuana ma stwierdzone pozytywne właściwości w pewnych schorzeniach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Ma się rozumieć ,ze tylko w celach leczniczych.
Usuńw końcu znalazłam chwilę,żeby ze spokojem nadrobić czytacze zaległości i wróciłaś mnie do mego dzieciństwa... tych wszystkich huśtawek, których już teraz nie ma, zapachu waty cukrowej, która dzisiaj już nie pachnie tak świątecznie i tego klimatu, którego już nic nie odtworzy... pocieszyć sięmogę tylko tym, że ja takie wspomnienia mam, dzisiejsze dzieciaki będą wspominały siedzenie w domu i smartfony, a na opowieści odpustowe, będą robiły wielkie oczy, jakby się to działo w paleozoiku, a nie w XX-wiecznej Polsce...
OdpowiedzUsuńPięknie tu "dziś " i Ciebie i kolorowo .
OdpowiedzUsuńJaaa.. choć może wydawać się ze nie :)
Doskonale pamiętam takie właśnie odpusty z dzieciństwa :)
Obiwuazkowo wiatraczek i kozka - kurczę ... z czego te kozki były robione ? :)
A teraz już jako duza dziewczynka chce taki właśnie festyn podarować niepełnosprawnym dzieciom.
Oczekuj w czerwcu na fotorelację.
Pozdrawiam ☺