
Drohobycz ,miasto w zachodniej Ukrainie,położone wśród łagodnych wzgórz, pięćdziesiąt kilometrów od Lwowa ,blisko słynnego Truskawca ;miejsce urodzin,życia i tragicznej śmierci pisarza i rysownika Brunona Schulza.
Poetycko wyrafinowana proza nadała małemu ,żydowskiemu miasteczku,jakim był Drohobycz przed wojną ,koloru tkaniny ze sklepu bławatnego Schulza - ojca i zapachu odwiedzanych po skończonych lekcjach ,sklepów cynamonowych.W wysokich łopianach i pokrzywach porastających zapuszczone ogródki drohobyckiej biedoty odkrył Schulz pierwotne piękno przyrody i miejsce potajemnych schadzek tych bez domu i bez ziemi ,a z ogromnym głodem życia .
Drobny,nieśmiały ,chorowity ,nadmiernie wrażliwy żył skromnie dzieląc czas pomiędzy ponawiane kilkakrotnie studia we Lwowie i Wiedniu ,pracę w sklepie ojca ,a potem w drohobyckim gimnazjum jako nauczyciel rysunku.
Jego pisarstwo nie znajdowało uznania.Nie podobały się trudne metafory ,symbole ,brak konkretnej fabuły.
W Drohobyczu nie słyszano wtedy o Prouście czy Kafce.
Nie podobały się tez jego rysunki ;mali mężczyżni i dominujace nad nimi posturą kobiety,niejednokrotnie z pejczykiem czy smyczą.Ale te inne ,aniołów gubiących pióra w locie nad uśpionym miastem,domki z rozświetlonymi szabasowymi świeczkami oknami ,czy ilustracje do bajek budziły uznanie i Schulz zyskał sobie pewnego rodzaju pozycję w mieście.
Mały zakompleksiony Żydek ,uczciwy człowiek ,wielki artysta.
W czasie wojny ,po zniszczeniu przez Niemców rodzinnego domu w drohobyckim rynku ,zamieszkał w wilii gestapowca Landaua ,jako człowiek do wszystkiego.Zyskał sobie przychylność córek Landaua ,bo pięknie rysował dla nich postacie z bajek.Rysował na papierze ,ale tez na mokrym tynku ścian dziecinnego pokoju.Powstał trójdzielny cykl fresków.
Ale taka sytuacja względnego spokoju ,dla Żyda ,nie mogła trwać długo.Przyjaciele pisarze ,a przede wszystkim Zofia Nałkowska zorganizowali mu ucieczkę za granicę.Dzień przed jej terminem Bruno Schulz został zastrzelony przez gestapowca na ulicy Drohobycza ,kiedy szedł po przydziałowy chleb.Dostał dwie kule w tył głowy.Jego ciało przeleżało cały dzień na chodniku ,zanim pozwolono go uprzątnąć i pochować.
Wojna się skończyła ,Drohobycz znalazł się w granicach Związku Radzieckiego ,a póżniej Ukrainy. O Schulzu zapomniano.Do czasu.
Bo oto w 2001 roku izraelski Instytut Pamięci Jad Waszem "przeniósł" ścianę z willi Landaua z freskami do Jerozolimy.Bez porozumienia z władzami Ukrainy,Rozpętał się międzynarodowy skandal..Ukraina wszczęła śledztwo ,które zakończyło się w 2007 roku .A orzeczenie sądu było takie ;freski są własnością państwa ukraińskiego oddane w depozyt Izraelowi na dwadzieścia lat.Kiedy Ukraina wzmocni się gospodarczo ,freski wrócą do muzeum w Drohobyczu.I właśnie 17 listopada 2017 roku minęło owe dwadzieścia lat......
O Schulza upomina się Ukraina i Izrael.A on był Polakiem.I pisał tak pięknie po polsku.
Tak ,wiem ,Polska też się upomniała ,ale bardzo cichutko.
Przypomniałaś artystę, z którym pierwszy raz zetknęłam sie w liceum, gdy startowałam w licznych konkursach i olimpiadach. Fakt, bez przygotowania teoretycznego trudno się czyta Schulza, ale twórczość wielu pisarzy podzieliła los niedocenionych.
OdpowiedzUsuńParadoksalnie, tyle lat po śmierci artysty wszyscy się do niego przyznają...
Tak jak Francuzi przyznają się do Chopina ,Białorusini do Mickiewicza ,a Litwini do Milosza.
UsuńJak dobrze, że człowieka nie obchodzi, co się dzieje z jego spadkiem po śmierci, takim, czy innym...
OdpowiedzUsuńPewnie ,ze nie obchodzi ,ale żywi mają coś do powiedzenia.
UsuńJa widziałam polską część cmentarza w Drohobyczu.Chaszcze ,zarośla ,zapadnięte groby ,zniszczone nagrobki i krzyże.
Byłam w Drohobyczu parę lat temu. Pisałam też o tym mieście i jego wybitnym mieszkańcu Schulzu w jednej ze swoich książek.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
I to jest jeszcze jeden powód ,aby Cię przeczytać.I zamówię książki niebawem.
UsuńPozdrawiam Cię .
Czytałam niedawno świetną ksiażkę Agaty Tuszyńskiej "Narzeczona Schulza", pośweconą wielkiej miłości Schulza - Junie (Jozefinie Szelinskiej),której to Schulz zadedykował "Sanatorium pod Klepsydrą"
OdpowiedzUsuńNajwiększym "schulzologiem" w Polsce był chyba Jerzy Ficowski:)
Bardzo lubię Schulza i cenię.
UsuńNazwa "schulzolog" mnie przeraża i chyba Ciebie też.
Dzisiaj chyba największym znawcą Schulza jest Jerzy Jarzębski.
Piękny post. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńStaram się nie zanudzać ,a jednocześnie przekazać właściwe treści.Cieszę się ,ze się podobało.
UsuńTemat tych "zagarniętych" fresków jest w pewnych środowiskach ciągle aktualny.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSzkoda że sam Schulz nie może się wypowiedzieć, i ciekawe czy odpowiedź byłaby jednoznaczna.
UsuńA może byłoby mu wszystko jedno.Tego nikt nie wie.
UsuńMoże.
UsuńNie ma Cię i się ciut niepokoję. Mam nadzieję, że choroba ustępuje. Wszystkiego dobrego.
Pamiętam jak czytałam pierwszy raz, potem wracałam. Dla mnie fascynująca jest atmosfera jego prozy, czytasz i przenosisz się w inny świat. Piękny tekst i przypomnienie, a aferę pamiętam.
OdpowiedzUsuńTragiczny los wielkiego, małego człowieka! Bruno Schulz, ciągle mnie wzrusza, fascynuje. Trudny, ale jakże przejmujący w obrazach, które malował słowem.
OdpowiedzUsuńObraz polskiego cmentarza w Drohobyczu woła o pomstę do nieba!
Przeczytałam zaległe posty. Życzę Ci zdrowia! Pozdrawiam bardzo serdecznie.