Nihil citius arescit quam lacrime.
Nic nie wysycha szybciej od łez.
sobota
Wesele
Odwołuję wszystko, co zdarzyło mi się niedobrego powiedzieć o Weselu w reżyserii Jana Klaty w Teatrze Starym w Krakowie.Byłam, widziałam i jestem zachwycona! Z tworzywa jakim jest genialny tekst Wyspiańskiego, reżyser stworzył kolejne arcydzieło.
A nie jestem wcale entuzjastką zmian i unowocześnianie starego. Inscenizacji Wesel widziałam też wiele, wszystkie bardzo dobre były. I to Wesele wcale nie jest inne, ono jest tylko inaczej zagrane!
Nie będę pisać o inscenizacji, to dla mnie za trudne.
Motyw ten przewija się przez cały spektakl, momentami bardzo głośno.Ale to jest dobre w konwencji tego przedstawienia. A Stańczyka zagrał 78 letni Linde-Lubaszenko....nagusieńki jak go Bóg stworzył.Ale golizna była drugoplanowa, przekazanie teksu rewelacyjne. Nie potrafię tego ująć w słowa, to trzeba zobaczyć. I nikt tam nikogo nie obraża, nie ma przekleństw, nie ma wyrazów, oprócz tych Wyspiańskiego- "Nie polezie orzeł w gówna" Znam Cię trochę z bloga i tak myślę, ze podobałoby Ci się.
Widziałam Marię Antoninę w reżyserii Klaty....dziwne to było.
OdpowiedzUsuńNie wiem co powiedzieć,ale przedstawienie robi wrazenie.
UsuńZ pewnością inscenizacja "Wesela" była bardzo dobra. Tak dobrego dramatu Wyspiańskiego nie sposób zepsuć...
OdpowiedzUsuńResyser zachował niczym nie skażony tekst Wyspiańskiego.Tylko interpretacja była inna, ale wg mnie dobra i słuszna.
UsuńNie wierzę! Motyw ze spektaklu? Jeśli przewija dłużej niż 15 minut dla mnie nie do przyjęcia. Nie jestem w stanie słuchać tego rodzaju muzyki.
OdpowiedzUsuńMotyw ten przewija się przez cały spektakl, momentami bardzo głośno.Ale to jest dobre w konwencji tego przedstawienia.
UsuńA Stańczyka zagrał 78 letni Linde-Lubaszenko....nagusieńki jak go Bóg stworzył.Ale golizna była drugoplanowa, przekazanie teksu rewelacyjne.
Nie potrafię tego ująć w słowa, to trzeba zobaczyć.
I nikt tam nikogo nie obraża, nie ma przekleństw, nie ma wyrazów, oprócz tych Wyspiańskiego- "Nie polezie orzeł w gówna"
Znam Cię trochę z bloga i tak myślę, ze podobałoby Ci się.
Nie wątpię, że zagrane świetnie, a muzykę na żywo odbiera się inaczej, ale mnie zaskoczyła.
UsuńW sumie mnie zachęciłaś.
A ja po prostu cieszę się, że mimo negatywnego nastawienia do spektaklu i jego reżysera, zostalaś pozytywnie zaskoczona:-)
OdpowiedzUsuńRzadko się zdarzają pozytywne zakoczenia, tym bardziej więc cenne.
UsuńPozdrawiam Cię, Amasjo.
Oj, znowu zazdroszczę. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
OdpowiedzUsuń