W Świętoszku Molier opowiada o hipokryzji i jej demaskowaniu, o fałszywej pobożności i jej oddziaływaniu na innych, o pozornie szczęśliwej rodzinie, którą fanatyk religijny rozbił w pył.
Wszystko to podane w sposób humorystyczny, pozornie lekki, wg wymogów komedii jako gatunku literackiego. W krakowskim Teatrze STU Tartuffe rozpoczął nowy sezon teatralny. Widziałam Moliera w kostiumach z epoki, z nieco anachronicznym tłumaczeniem ; teatr STU postawił na nowoczesność w ubiorze, wystroju ( a raczej jego brakiem) wnętrz .Współczesność w ubiorze nie byle jaka, dominuje styl old money, drogie spodnie chinosy, mokasyny z delikatnej skóry, kaszmirowe sweterki i wełniane marynarki. Kobiety noszą jedwabne bluzki, midi spódnice i piętnastocentymetrowe szpilki, w których poruszają się fantastycznie.
Sam Tartuffe - drobny elegancik z loczkiem i lekko pochyloną postawą ,skromny w mowie. .Zmienia się dopiero wtedy, kiedy na jaw wychodzą jego machlojki. Wtedy staje się ordynarny, agresywny i bezczelny. Aby utrzymać się w konwencji współczesności , w ostatniej scenie słyszymy odlatujący helikopter unoszący kogo? Orgona? Tartuffa? Nie wiadomo.
Świętoszek jest komedią, powinien być przerywany kaskadami śmiechu, rozbawiać publiczność . Tymczasem nic podobnego! Widownia zareagowała śmiechem może kilkakrotnie i to nie spontanicznym, tylko takim trochę wymuszonym. Młodzi licealiści, którym przykazano obejrzeć przedstawienie w ramach lektury obowiązkowej, siedzieli poważni, lekko znudzeni, nie było spontanicznych oklasków, wybuchów śmiechu. Dlaczego ? Aktorzy grali bardzo dobrze, tekst był podawany poprawnie, reżyser nie zmieniał oryginału. Co poszło nie tak, że Świętoszek przypominał do znudzenia wałkowaną lekturę w liceum?
Może nie zawsze odchodzenie od klasycznych wzorców jest dobre?
No rzeczywiście, jeśli to nie śmieszy widowni to dziwne.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, komedia powinna śmieszyć.
UsuńByć może to wszystko było zbyt znajome, zgodnie z frazemem "kto [...], ten się w cyrku nie śmieje".
OdpowiedzUsuńChyba masz rację.
UsuńOglądałam kiedyś "Zemstę" Fredry z uczniami 7 klasy .
OdpowiedzUsuńOżywili się tylko w momencie kłótni o zamurowanie dziury w murze.
To chyba język, rozmowy wierszem, archaiczne problemy...dziś do młodych to już nie trafia.
jotka
Trochę szkoda, ale i w teatrze też "idzie nowe"
UsuńSama nie wiem czy mnie dziś by jeszcze śmieszyło.
OdpowiedzUsuńPewnie nie, tak samo jak mnie.
Usuń"Świętoszek" jako lektura bardzo mi się podobał. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń