Zaraz za murami byłego obozu niemieckiego dla kobiet w Ravensbruck rozciąga się malownicze jezioro Schwedt. Z jego łagodnej toni wyrastają kwiaty; białe i czerwonw róże, żółte tulipany, błękitne niezpominajki i delikatnie unoszą się po wodzie .
A w jego głębi popiół spalonych tysięcy ciał.I powietrze zastygle od grozy.
Zamknięte, oderwane od swoich rodzin, często malutkich dzieci, poniewierane, bite, głodzone ,poddane nieludzkiej pracy, służące jako materiał do medycznych eksperymentów, trawione gorączką chorób i tęsknoty, uciekały w świat wyobrażni.
Koncert w krakowskiej Mangdze/ Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej/ pt.Siła miłości poświęcony był Pamięci Ofiar Obozu w Ravensbruck.
Uwięzione kobiety pisały wiersze w których wędrowały przez wyczarowane przez siebie ścieżki wolności, przytulały dzieci, kochały się, marzyły o dotyku trawy i liści na wymęczonej, poranionej twarzy.Świat płonął, a one pisały o miłości, mocarstwa rozsypywały się w pył, a one próbowały uciekać ..byle dalej , byle dalej
Wiersze tych kobiet , w pięknej oprawie muzycznej, recytowali i śpiewali aktorzy krakowskch scen. Bo ich poezja nie ulotniła się wraz z dymem krematorium, jest nadal obecna i warta przypominania.Kilka poetek przeżyło obóz i nie przestawało pisać i wydawać swoje utwory , najczęściej poza granicami Polski, w Paryżu czy Londynie.Jakże historia lubi się powtarzać....
Honorowym gościem koncertu była najstarsza więżniarka obozu Ravensbruck, 96 -letnia profesor psychiatrii p.Wanda Póltawska.Towarzyszył jej 97- letni mąż. I kiedy wybrzmiały owacje po koncercie, p.Półtawska zaczęła opowiadać, opowiadała bez egzaltacji i emocji, spokojnie, logicznie i rzeczowo.Wspominała swoje bliskie koleżanki, młodziutkie dziewczyny pełne entuzjazmu i woli życia, a potem zniewolne, zadręczone, rozstrzelane. I mówiła jescze o ludzkiej godności, o cierpieniu i o mądrości , której czasami nie umiemy wykorzystać.Nie potrzeba było żadnej kartki, ściągi czy podpowiedzi.Słowa płynęły gładko, wypowiadane piękną polszczyzną.
I na koniec kilka wersów z tomiku obozowej poetki Grażyny Chrostowskiej .Nie przeżyła obozu, została rozstrzelana mając 21 lat.
"Śniło mi się, że czytałaś mi swoje wiersze,
Jak wtedy, tylko te w szarej, pośmiertnej książeczce
I byłaś już coraz bledsza,
Co chwila mniejsza i drobniejsza,
Aż w oczach moich zginęłaś...
Ostatnie gasły bledziutkie ręce
I pozostały tylko wiersze,
A w wierszach – serce"
Pięknie to opisałaś, poczułam się tak, jakbym była z Wami na tym koncercie. Tyle lat minęło, a człowiek wciąż taki sam, i w najgorszej nawet sytuacji szuka nadziei i miłości.
OdpowiedzUsuńBo nadzieja umiera ostatnia....i to jest nasza szansa
UsuńWanda Półtawska kojarzy mi się z kimś absolutnie nie egzaltowanym...
OdpowiedzUsuńTyle złą na tym świecie, nieustannie...
Takie wydarzenia pozwalają próbować to równoważyć...
Póltawska jest zasadnicza i umie przekonywać.Często narzuca swoje zdanie słuchaczom,
UsuńI pomyśleć, że świadków tamtych wydarzeń jest coraz mniej...tym bardziej wartościowe są takie działania.
OdpowiedzUsuńCzytałam kiedyś wiersze kobiet, zon alkoholików, damskich bokserów itp. Wiem, że to trudno porównać, ale te kobiety też swoje przeszły i pisały przejmujące wiersze...
Kobiety lubią pisać wiersze.Podejrzewam, ze wiele z nas je po cichu pisze. Ja też.
UsuńUwiezione, bo tak bardzo kochaly ojczyzne. Straszna, straszna tragedia, bardzo zal i bardzo podziwiam za odwage, za wewnetrzna wolnosc, za te piekne wiersze ktore przetrwaly.
OdpowiedzUsuńW kobietach jest ogromna siła przetrwania. Kiey ich meżczyżni mają broń, one mają niejednokrotnie tylko swoje ciało
UsuńPrzerażenie człowieka ogarnia gdy sobie uzmysłowi co więźniarki przeszły w obozie.
OdpowiedzUsuńI wyrazy uznania że to wszystko wytrzymały i jeszcze miały siłę tworzyć...
Kobiety z żelaza, a takie kruche i drobne.Chciały przetrwać dla swoich chłopców, mężów, dzieci.
UsuńJak silny może być człowiek, przekonuje się dopiero w obliczu trudnych sytuacji. Takie doświadczenia wzmacniają. Hmm, wszystko dzieje się w jakimś celu? Nie wiem, to zbyt trudne dla mnie.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia zostawiam. :-)
Wiele miejsca w ich twórczości zajmue przyroda.Tęsknota za zielenią , zapachem , wiatrem.
UsuńTo musiało być piękne wydarzenie.
OdpowiedzUsuńZastanawiam się jak silne byłoby dzisiejsze pokolenie dwudziestolatków wobec takiego losu.
Myślę, że byłoby też silne ciałem /te różne siłownie/ i duchem chyba też.
UsuńPrzepięknie opowiedziane chwile teraźniejszości, wyrosłe na nieludzkich przeżyciach z przeszłości. To jeszcze jedno przypomnienie, o tym, że nie warto gubić swojej tożsamości...
OdpowiedzUsuńTak, nie warto gubić swojej tożsamości, ale czsami to droga przez męke.
OdpowiedzUsuńMoja ukochana ciocia Marta Guzowska była więźniarką obozu w Ravensbruck. Trafiła do niego w roku 1940 po akcji Niemców w Pułtusku mającej na celu wyłapanie i likwidację Polskiej inteligencji, miała jeden z najniższych numerów z Polskich więźniarek. Przeżyła w nim do wyzwolenia, gdy Szwedzki czerwony krzyż zabierał je do Szwecji zaraz po oswobodzeniu obozu ważyła 19 kg.
OdpowiedzUsuń