poniedziałek

Gęsi pipek

Nie tak dawno pisałam o swoim spacerze po Rynku Krakowskim i o panujących na nim pustkach w porównaniu z latami minionymi.Drugim charakterystycznym miejscem Krakowa, do którego miejscowi i przyjezdni ciągną jak w dym to Kazimierz, dawna dzielnica zydowska , obecnie z pięknie odnowionymi starymi kamienicami, pełna disajnerskich knajp,pubów i wszelakich ogródków piwnych, koszernych, hinduskich i jakich kto chce. Bogatsze lokale zdobi wystawiona w oknie czy bramie, piękna mosiężna menora, skromniejsze zadowalają się malowidłem tejże .W piątkowe, sobotnie, niedzielne, a zdarzało się, ze codziennie, w ogródkach grały zespoły muzyki żydowskiej; różne, bo były i pieśni sefardyjskie i muzyka klezmerów  i jazz.
Niedawno poznałam panią, która jest członkiem właśnie takiego zespołu i serdecznie zapraszała do knajpki w której występuje. Wczoraj był piękny, letni, ciepły wieczór i uznałam, ze to właśnie ten czas w którym można spokojnie zasiąsć przy lampce wina na Kazimierzu.
Są dwa place, Plac Nowy i plac przy ulicy Szerokiej gdzie dosłownie na parterze każdej z kamienic mieści się jakiś lokal, bądż lokalik. A w letnie wieczory roi się od ludzi, pomimo wyśrubowanych cen, trudno bylo o wolny stolik.Było...bo nie jest. Przy ulicy Szerokiej pustki, nie ma turystów, nie ma bogatych bisnesmenów z młodymi żonami i wypasioną elektroniką, nie ma autokarowych wycieczek. Do słynnej synagogi Temple mało kto wchodzi choć drzwi szeroko otwarte. Ale wstęp drogi..
Restauracyjka, którą wczoraj odwiedziłam, mieści się przy ul.Szerokiej 20 i nazywa się Esterka/ tak, reklamuję/  Co trzeci stoik w ogródku zajęty, kelnerzy, w sumie dwoje ich było, trochę się nudzą.Ludzie zamawiają piwo, wino, frytki, sałatki, rzadko wjeżdża na stolik poważniejsze danie w rodzaju gęsiego pipka czy czulentu. Zespół gra i to jest urocze. Nie zawiesili działalności pomimo marnych zarobków. Bo oni tę muzykę lubią, czują i nie odwalają chałtury. Kto chce to słucha, potakuje w rytm, bije brawo. I jest zadowolony.Może to nie jest muzyka słuząca za tło do przeżywania miłosnych uniesień,namiętności i bólu, ale jest przyjazna, łagodna,rytmiczna.
     Nie wypadało  tak uroczego wieczoru spędzić przy jednej lampce wina. Było ich więcej, ale i wieczór rozciągnął się w długie godziny.

22 komentarze:

  1. Za to w górskich i nadmorskich miejscowościach turystycznych tłumy.
    Mnie by się bardzo spodobał taki niezatłoczony Kazimierz, bo jak ostatnio byłam, to nie dość, że upał to jeszcze mnóstwo ludzi...
    Fajnie spędziłaś wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w Zawoi, ludzi mało, na szlakach pusto, polecam:-)
      Może dlatego, ze nie ma kolejki na szczyt, nie ma lokali z dyskotekami i sklepów jak w galerii handlowej.
      Za to jest przyroda, cisza i góry...

      Usuń
    2. Dziękuję. Zobaczyłam w sieci- pięknie tam.

      Usuń
  2. Odwiedziłam niedawno Kraków, faktycznie pusto:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków od zawsze był pełny, dlatego pustka smuci.

      Usuń
  3. Zabrzmiało wakacyjnie..
    Chciałabym tam być...

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście trochę mniej ludzi, chociaż na Wawrzyńca przy budzie z frytkami nie było gdzie usiąść.
    Ostatnimi czasy już wolałam Podgórze, chociaż i tam robiło się ciasno. Lody różane tylko tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam nazwę ulicy, ale kolejka za lodami jak w tym roku w Chorwacji do lokalu wyborczego. Lody pyyyyszne i warte odstania.

      Usuń
    2. Masz pewnie na myśli lody przy Starowiślnej. Fakt, kolejki tam kilometrowe.Nigdy tam nie jadłam lodów.
      Najlepsze lody na świecie były w Nowym Targu! A jakie duże porcje!

      Usuń
    3. Tak, w Nowym Targu u Żarneckich. I pączki, które nie mają sobie równych. Szkoda, że tak rzadko tam bywamy

      Usuń
    4. Tak! i ja mówię, gdzie w Krakowie jadłam najlepsze.
      A na świecie to jednak Włochy górą!!!

      Usuń
    5. A tak, Włochy i ta ogromna różnorodność smaków.

      Usuń
    6. Ewa, a te lody różane to gdzie w Podgórzu?

      Usuń
    7. Schodzisz z Rynku Podgórskiego w stronę Bernatki (po prawej kamienica z jeleniami), wzdłuż uliczki po lewej stronie jest mały sklepik spożywczy z szyldem "Lody domowe". Zaraz przy wejściu jest niewielkie stoisko z lodami.

      Usuń
  5. Lubię Kazimierz. Miło nam się tam spaceruje z Ciccino. Zwłaszcza teraz gdy nie ma dzikich tłumów. A jeśli chodzi o knajpki to zdecydowanie wolę te przy ul. Szerokiej niż przy Placu Nowym.
    Moim skromnym zdaniem lody ze Starowiślnej to najlepsze lody w Krakowie:-) Skuś się Livio;-)
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię Kazimierz..ale, niektóre knajpki są po prostu brudne. Nie wskazujac palcem na kultową Alchemię.
      A na lody na Starowiślnej wypadałoby w końcu wpaść.

      Usuń
  6. Bardzo się cieszę, że korzystasz z życia i odwiedzasz ulubione miejsca w rodzinnym mieście. Ja tak dawno nie byłam w ulubionych miejscach stolicy, że nie umiałabym wskazać ani miłej knajpy ani smakołyków. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się być aktywną, ale to bardzo utrudnione przez mniejszą odporność i ograniczenia ze względu na zarazę. Ciężko jest mi się z tym pogodzić.

      Usuń
  7. Byłam w Krakowie 2 dni temu po to tylko, aby nacieszyć sie jego atmosferą. Pojechałysmy z koleżanką aby posiedziec w knajpkach i spotkać się z jedną z użytkowniczek blogosfery. Cały dzień był bardzo udany, spotkanie cudowne, i ta pogoda... Fantastyczny Kraków, ale... tak, jak piszesz, ludzi malutko... Pozdrawiam, Pola

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie byłam nigdy w Krakowie. Jednak często myślę żeby się tam wybrać. Może kiedyś mi się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków zaprasza i ofiaruje niezapomniane wspomnienia.

      Usuń

Archiwum bloga