środa

...bo wolność krzyżami się mierzy..

 Krew jest wszędzie, na mundurach, twarzach, rękach, na liściach, trawie i drzewach, na krętej drodze, na skałach..

Huk spadających pocisków, rozrywana granatami ziemia, krzyki rannych, rozkazy dowódców.

       Zanim obejrzałam film "Czerwone maki" przeczytałam kilka recenzji na jego temat. Były różne, od tych bardzo pozytywnych, do pełnych potępienia i negatywnej krytyki. Chciałam sama zobaczyć, ale nie oceniać. Bardzo trudno jest zrobić dobry film o jednej z największych "świętości historycznych" jakim było zdobycie przez polską armię Monte Cassino. Monte Cassino - w nazwach ulic, imionach szkól, wierszach i pieśniach, reportażach. Monte Cassino w zbiorze korespondencji Melchiora Wańkowicza.

Głowny bohater, to siedemnastoletni Polak,który cudem uciekł z sowieckiego łagru do Iranu i stamtąd, już z wojskiem gen. Andersa przechodzi bojowy szlak . Nie jest jednak żołnierzem, tylko opiekunem niedżwiedzia Wojtka, trochę niepokornym zabijaką; w wojsku znalazł się przez przypadek, nie chce walczyć, nie chce ginąć. Ale w wojsku jest sanitariuszka Pola, którą jest zauroczony i idzie za nią.

Dowódcy odpowiadający za życie żołnierzy, ale i za honor  Polaków wybierają drogę walki, prawie bez wahania. Wprawdzie gen. Anders pyta swoich oficerów "powinniśmy?" ale tak naprawdę chce potwierdzenia swojej decyzji.

Cały czas razem z wojskiem idzie korespondent wojenny, którym był wtedy Melchior Wańkowicz. Aktor odtwarzający jego rolę to trochę korpulentny, uśmiechnięty pan z nieodłącznym aparatem fotograficznym i notatnikiem. Tylko dlaczego scenarzysta ubrał mu na głowę furażerkę, a pod szyją zawiązał arafatkę? 

W Szkicach spod Monte Cassino  Wańkowicz jeden z rozdziałów zatytułował Umieranie na raty.

Jest w nim przedstawiona walka jaką toczą w organiżmie rannego dobre i zle bakterie; trwa to długo, ranny raz traci przytomność, raz ją odzyskuje, by w końcu przegrać walkę .Podobnie jak wielu polskich żołnierzy, którzy na zawsze zostali na zboczach nieprzyjaznej góry. Straty w ludziach były ogromne; czy było warto? Film odpowiada, że tak.

19 komentarzy:

  1. Z chęcią bym zobaczyła film. Byłam na Monte Casino…. I nie wiem, czy potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Byłam we Włoszech kilkakrotnie, na Monte Cassino nigdy.

      Usuń
  2. Filmu nie widziałam, a ówczesne wydarzenia trudno dziś oceniać, każda wojna jest bez sensu, mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia oceniła Monte Cassino podobnie jak Powstanie Warszawskie.

      Usuń
  3. Daglezja23:44

    Dużo emocji wokół tego filmu.
    Część scenariusza podobno jest plagiatem (ze scenariusza Bogusława Joba 'Anders', za co Job pozwał Łukaszewicza do sądu). Początek zaś do złudzenia przypomina początek 'Pearl Harbor'.
    Ale najważniejsze zarzuty dotyczą tego, że to film polityczno-patriotyczny na zamówienie, sfinansowany z funduszy Ministerstwa Kultury. Czyli coś na wzór komunistycznej codzienności. Jest prykaz , podany temat i dopiero scenariusz. Osobiście uważam, że żadna wojna nie ma racji bytu, a uśmiercanie ludzi w imię patriotyzmu to zbrodnia, ale to jedynie moje zdanie, inni mają prawo myśleć inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam o tym, że plagiat, że film bogoojczyżniany..
      Historia ludzkości to historia wojen, niestety

      Usuń
  4. Bardzo trudno jest powiedzieć po śmierci tylu ludzi, że warto nie było. Ale patrząc na to na trzeźwo, co zyskaliśmy dzięki temu atakowi? Jakie cele militarne osiągnęła antyfaszystowska Europa? (poza dobrą historyjką do opowiedzenia; wiadomo, cudza śmierć nic nas nie kosztuje, a nawet może przyprawić o dumę) Stawiam sobie te pytania nie w kontekście pacyfistycznym (wszystkie wojny są złe), ale w kontekście strategii w tamtym miejscu i czasie. Bo Monte Cassino wydaje się błędem od samego początku (już bombardowanie zabytku okazała się niezaprzeczalnym nonsensem, który miał takie konsekwencje, że potem Niemcy mogli się w nim zainstalować).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno ocenić jednoznacznie. To zwycięstwo nie wpłynęło decydująco na klęskę Niemiec, ale miało wartosć ideologiczną i tak widzi je reżyser . Filmy historyczne muszą opierać się na faktach, a fakty były takie, że idea pokonała racjonalizm.

      Usuń
    2. Fakty były takie, że zginęło bardzo dużo ludzi w bitwie, która niczego nie zmieniła (i której w ogóle by nie było, gdyby nie wcześniejsze poważne błędy strategiczne w które zdecydowano się brnąć pomimo kosztów). Wartość ideologiczna jest taka, że gdy ludzie zginęli, to politycy postanowili, że to fajna historia i warto ją upowszechniać. Tylko wynika z niej że dobry Polak = martwy Polak (mam osobisty interes, żeby się z tym nie zgadzać).

      Usuń
    3. Dziękuję z komentarz.Szanuję człowieka i jego poglądy. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Dla ludzi walczących każde poświęcenie jest ważne. My praktycznie nie mamy prawa oceniać, czy było warto. Dla tych ludzi, którzy tam walczyli i ginęli było warto, a my powinniśmy uszanować ich zdanie. Tak jak zawsze wzrusza nas piosenka "Czerwone maki pod Monte Cassino", tak film powinniśmy traktować jako utrwalony na kliszy filmowej fakt historyczny. Dla Polaków walczących na wszystkich frontach i w kraju, fakt że polskie wojsko zdobyło ważny punkt strategiczny i pokonało Niemców, było wiadomością bezcenną i dawało wiarę, że można wygrać nie tylko bitwę ale także wojnę. Niestety filmu nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wokół tej bitwy narosło wiele opinii, nawet czytałam wczoraj w internecie, zdanie, że Polacy nie zdobyli Monte Cassino , zastali pusty klasztor, bo Niemcy uciekli.
    Moja koleżanka, wnuczka żołnierza spod Monte Cassino, opowiadała, że kiedy wrócił po wojnie do domu, do podkrakowskiego Tyńca, wszyscy mieszkańcy witali go jak bohatera, powychodzili z domów z pozdrowieniami i łzami w oczach. I takie wydarzenia powinny przetrwać w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy08:12

    Byłam 20 lat temu na Monte Casino i rozpłakałam się czytając słynne słowa. Oglądałam "Czerwone maki" I płakałam jeszcze bardziej...
    Stokrotka

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo zachęcająco piszesz o filmie. Tak w ogóle to bardzo chciałabym odwiedzić Monte Casino. Może kiedyś mi się to uda. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam kilka razy we Włoszech, ale na Monte Cassino nigdy. Bardzo żałuję.

      Usuń

Archiwum bloga