piątek

Imię Róży

Odnotowuję, nie będąc zachwycona .Imię Róży Umberto Eco
  na deskach teatru im. J.Słowackiego. Powieść trudna w odbiorze, film na pograniczu thrilleru i horroru, spektakl mroczny jak średniowieczne okrucieństwo w imię Boga. Zakapturzeni mnisi z opactwa  Benedyktyów w Alpach /austriackich, włoskich?/      , chóralne modły,asceza, rozpusta i śmierć podstępna i wyrafinowana. Nie ma mordercy, jest tylko ofiara trucizny, sztyletu, domniemanego samobójstwa.
Muzyka jak szmer górskich strumieni, słowa wypowiadane cicho i celnie.Nad glowami widzów ekran z tłumaczonym tekstem po angielsku i po ukraińsku.Bilbordy przybliżające  to wszystko co dzieje się na scenie, a scenografia jak ze średniowiecznego obrazu. Dużo tekstu, polszczyzna przeplata się z łaciną. Reżysersko wypunktowane oskarżenia przeciwko zbrodniom Wielkiej Inkwizycji, przeciwko nadużyciom władzy kościelnej, bogactwu kościołów, dewiacjom .
Zło jest stare jak sam diabeł , odwieczne, nieskończone..

      Spektakl trwa ponad dwie godziny, bez kurtyny Siemiradzkiego, którą nota bene, zastąpiła na czas renowacji, kurtyna Wyspiańskiego, przytłaczający wielością słów, poważny i z memento mori  oraz pocieszający bo post mortem można iść do nieba.

14 komentarzy:

  1. Widziałem tylko film i byłem nim zachwycony. Przede wszystkim grą aktorów i mroczną scenografią. W fabule zaś dochodzenie do wyjaśnienia zbrodni bez możliwości jakie dają dzisiejsze techniki śledcze.

    Już tak na marginesie, trzy dni wcześniej byłem na recitalu Kariny Skrzeszewskiej – mała scena Teatru im. J. Słowackiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film jest bardzo dobry, też mi się podobał, przedstawienie teatralne już mniej.
      Przyjeżdżaj częściej do Krakowa!

      Usuń
  2. A jednakk chcialabym tę inscenizację zobaczyć...
    Może mi się uda jak będę jesienią w Krakowie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jeszcze jesienią będą grali, ciekawa jestem jakie będziesz mieć zdanie o spektaklu.

      Usuń
  3. książkę czytałam kilkakrotnie, fil oglądałam dwa lub trzy razy, ciekawa jestem spektaklu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko przyjechać i zobaczyć! Lubisz podróżować więc nie ma problemu.
      Przy okazji musisz odwiedzić opactwo Benedyktynów w Tyńcu pod Krakowem, z XI wieku, może tam snują się jakieś pokutujące dusze.

      Usuń
  4. Ciekawe czy uda mi się dotrzeć do teatru tego lata...

    OdpowiedzUsuń
  5. Film widziałam, więc chciałabym porównać ze spektaklem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie w tym porównaniu spektakl przegrywa. Bardzo trudno i właściwie niepotrzebnie 'przerabia' się dobrą prozę, siłą rzeczy połowy jej nie ma w teatrze.

      Usuń
  6. Książka mnie zachwyciła, przeczytałam potem kilka pozycji na temat odstępstw i wszelkiego rodzaju interpretacji przez krytykowane w książce odłamy (mało co pamiętam, dawno to było), film widziałam, nawet podobał mi się, chociaż spłycony bardzo.
    Nie lubię przenoszenia na scenę dzieł literackich, to nie to przeżycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta proza zdecydowanie nie jest sceniczna. Wydaje mi się,że przedstawienie mialo na celu dodanie krytycznego głosu na temat kościoła.

      Usuń
  7. Książkę przeczytałam więcej niż raz, film z Sean'em Connery'm w roli Wilhelma obejrzałam kilkukrotnie-wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych. Niedawno obejrzałam serial, a teraz ciekawa jestem tego spektaklu. Nie pozostaje mi więc nic innego jak pójść do teatru:-)
    Serdeczności Livio!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O serialu nic nie słyszałam.
      Nie każdą prozę da się wcisnać do teatru.

      Usuń

Archiwum bloga