To była od dawna zaplanowana wycieczka bursztnowym szlakiem, obejmująca trzy państwa nadbałtycke: Litwę, Łotwę i Estonię.Ale nie chodziło tylko o zwiedzanie, celem wyjazdu bylo między innymi przekazanie darów rzeczowych i pieniężnych polskim organizacjom; szkołom, przedszkolu i hospicjum w Wilnie. W Łotwie i Estonii mieszka znaczna grupa Polaków, mają tam polskie szkoły, działają polskie stowarzyszenia,zespoły artystyczne i chóry.
Zarówno w Wilnie jak i Rydze czy Tallinie mieliśmy polskich przewodników, wskazanych właśnie przez polskie organizacje.Oprócz spotkań z rodakami - były też i inne, odwiedziny miejsc ważnych dla naszej historii,Ostra Brama, Cmentarz na Rosie, mickiewiczowskie Kowno nad Niemnem i Ponary- miejsce każni ok.16.tys.Polaków, zaniedbany , nie odwiedzany i prawie zapomniany cmentarz, a właściwie ogromne doły wykopane w głębi lasu, przykryte ziemią kości zamordowanych. Litwini nie prowadzą tam wycieczek, gdyż to właśnie oni, na rozkaz swoich niemieckich dowódców dokonywali bestialskich morderstw, przedtem spojeni wódką, by nie byli świadomi tego co robią.A ponad sto pięćdziesiąt lat temu Mickiewicz pisał w IV ks. Pana Tadeusza:
Rówienniki litewskich kniaziów, drzewa Świtezi
Ponar, Kuszelewa...
Zapaliliśmy znicze...
Troki- miasto na wodzie, rejs statkiem po jeziorze Gawłe, trójokienne domy zamieszkałe przez Karaimów, zapach pieczonego chleba i bursztynowe kramy.
Połąga -litewski Sopot, muzeum bursztynu w dawnym pałacu Tyszkiewiczów. Kupilam na pamiątkę bursztynowy kamyczek w srebrze, ale że zakupw muzeum to i cena jak za muzealny eksponat.
Kowno i młody Mickiewicz , małe, wąskie uliczki, ruiny zamku, Katedra św.Piotra i Pawła, największa na świątynia na Litwie, Dom Perkuna i Niemen w całej krasie.
A Łotwa i Estonia to zupełnie inna bajka, chociaż znad Bałtyku... Ryga- Stare Miasto pełne zabytkowych, odrestaurowanych kamienic i kamieniczek, parków, kawiarnianych ogródków, lekkości powietrza i ciszy.Ukwiecone okna i balkony, zapach kawy, dobrze ubrani ludzie. Miło było spacerować uliczkami tego miasta, chociaż może "spacerować" to nie jest dobre określenie. Miasto położone na wzgórzu, kamienne chodniczki z kocich łbów pnące się w górę i długonogi przewodnk, który z samozaparciem starał się pokazać uroki Rygi w całej jej, upalnej, lipcowej krasie.
Estonia- milion trzysta mieszkańców, Tallin nie wiem ile, ale odpowiedno mniej.I znowu ciasne uliczki Starego Miasta( wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO ) Z góry można podziwaiać kamienne, zamkowe wieże, czerwone dach zabytkowych kamienic i Zatokę Fińską. Dolna część miasta to muzea, galerie sztuki, sklepy i restauracje w których tradycyjne estońske menu- dania z wołowiny, ziemniaków, kapusty, dziczyzny.Najbardziej wykwintne danie to polędwica z łosia w sosie truflowym. Ryb niewiele, chyba że na przekąskę kanapki ze szprotkami i ..marcepan. Marcepan jest ulubioną " słodyczą" Estończyków i je się go prawie do każdego posiłku. Natomiast w nadbrzeżnych knajpkach dominują rozmaite rybki i piwo. Na ulicach miasta często słychać język rosyjski, na wystawie sklepu z pamiątkami ruskie babuszki.. Ale najpiękniejsze byly biale noce, wprawdzie tylko dwie, bo tyle byliśmy w Tallinie- ale za to, jakie! Nikt nie myśli o spaniu kiedy słońce zachodzi po 22-giej.Były spacery brzegiem Bałtyku, wino zagryzane wędzoną rybą z marcepanem.
Minusem wyprawy był jej ograniczony czas do siedmiu dni i ponad trzy tysiące kilometrów. Nie mówiąc już o covidzie, który zaatakował częsć grupy, chociaż wszyscy chorzy przeszli go dość lekko.
Mam wiele zdjęć, ale nie jestem biegła w ich wklejaniu, więc niech za mną stoją tylko slowa.
Stoją z Tobą piekne slowa:) Ciekawie opisalas wyprawe i wierze, ze bylo cudnie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i mam nadzieje, ze wrocilas do zdrowia:)
Było pięknie chociaż intensywnie. Czułabym się dobrze, gdyby nie te upały, w mieście nie da się wytrzymać.
UsuńTo musiała być ciekawa i interesująca wyprawa. I w dodatku pożyteczna. Wilno... ach, nawet nie wiesz jak chciałabym je zobaczyć na własne oczy. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńWilno ma tyle polskich śladów, że koniecznie trzeba je odwiedzić.
UsuńWyprawa godna podziwu, ileż emocji, widoków, spotkań!
OdpowiedzUsuńZabrakło mi tylko zdjęć, mimo wszystko:-)
Wstydzę się swojego braku umiejętności w temacie wklejania zdjęc i mam postanowienie to zmienić.
UsuńPięknie napisane
OdpowiedzUsuńTeż chcę zjadłem białe noce ale te prawdziwe, bo i w lux w czerwcu słońce zachodzi po 22 w czerwcu
Może to i nie takie białe noce, jak te w Petersburgu opiewane przez pisarzy i poetow, ale zawsze coś.
UsuńZjadłem???
UsuńKryste!!
Cudowna wyprawa ujęta w pięknych słowach. Ach... zazdroszczę... uwielbiam uliczki wyłożone kamieniami... i marcepan, ach...
OdpowiedzUsuńKamienie za bardzo wyślizgane, a marcepan za słodki, ale ogónie wszystko cudowne.
UsuńZnam dobrze ten Bursztynowy Szlak bo i ja go kiedyś przemierzyłam.
OdpowiedzUsuńWzruszający jest.... A najbardziej oczywiście Wilno...
Dziękuję, Stokrotko. A Wilno takie bliskie..
UsuńTakże uwielbiam marcepan. Z podróżowaniem byłoby ciężko, szczególnie po tych wąskich uliczkach, ale bursztyn lubię równie mocno jak marcepan. Cieszę się, że tak miło wspominasz wycieczkę, choć jej zakończenie chorobą, nie było sympatycznym akcentem. Uściski.
OdpowiedzUsuńJa za bursztynem nie przepadam, wisiorek dałam córce. Myślałam, ze wywinę sie od covida, a tu taki pech.
UsuńRosnie sterta nieprzeczytanych książek i trochę mi wstyd. Przez ostatnie 3 miesiące zaniedbałam wiele. Czas skończyć wakacje i powrócić do tego, co mnie trzyma w równowadze. Ściskam serdecznie.
OdpowiedzUsuń