Wigilia ma w sobie coś z oddechu świata, tę krótką chwilę, kiedy kalendarz mówi stop. Usiądż, popatrz zanim znów ruszysz .I właśnie dlatego ten wieczór jest tak niewygodny, bo zmusza do myślenia, a my od niego uciekamy.
Kiedyś święta były opowieścią, dziś są logistyką. Kiedyś pachniały sianem i niepewnością, dziś plastikiem i promocją" tylko do jutra" Mit o narodzinach dziecka w stajni, uchodżcy bez meldunku, stał się tłem do reklamy kredytu i karpia w panierce.I nie ma w tym nic złego, dopóki pamiętamy, że to tylko dekoracja, a nie sens.
A świat? Świat nie zrobił nam uprzejmości i nie zamarł na święta, wojny nie wzięły urlopu, rakiety nie znają kalendarza liturgicznego, a strach nie ma trybu świątecznego. W Ukrainie to często kolacja przy świecy, bo prąd bywa luksusem, w Strefie Gazy to słowo z innej planety; uchodżcy, ci prawdziwi, nie z pasków telewizji śniadaniowej- nadal rodzą dzieci w drodze, w namiotach, w poczekalniach świata, który nauczył się odwracać wzrok z elegancją dyplomatycznego uśmiechu.
A jednak- Wigilia wcią działa , działa nie dlatego, że jest idealna, ale, że jest krucha. Że potrafi na chwię zawiesić wojny domowe, że przypomina o przyjażniach, które przetrwały więcej niż jeden rząd i więcej niż jedną zdradę. O rodzinach, które są trudne, popękane, czasem męczące, ale są wciąż jedynym miejscem, kim byliśmy, zanim zaczęliśmy udawać dorosłych. Opłatek to jeden z najdziwniejszych symboli, jakie wymyśliła kultura. Nie karmi, nie rozwiązuje sporów, nie unieważnia rachunków sumienia. Jest jak obietnica bez gwarancji i może dlatego taki prawdziwy. Bo przypomina, że bliskosć nie musi być głośna, a pojednanie nie zawsze spektakularne. Czasem wystarczy powiedzieć "dobrze, że jesteś" , nawet jeśli wczoraj mieliśmy ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami. Ale jeśli w ten jeden wieczór uda się zachować coś prawdziwego, rozmowę bez cynizmu, ciszę bez lęku, śmiech bez złośliwości- to znaczy, że nie wszystko jeszcze stracone .
I tego właśnie warto sobie życzyć- nie cudów, nie spokoju na zawsze, tylko chwil, które przypominają po co w ogóle próbujemy być razem na tym świecie, który tak chętnie nas rozdziela.
Dziękuję za życzenia. Ja również życzę Tobie i Twoim najbliższym wszystkiego co najlepsze i najwspanialsze. Niech to będzie piękny i owocny czas. Pozdrawiam świątecznie
OdpowiedzUsuńDziękuję, Karolinko z pamięć i i miłe słowa.
UsuńDawno nie czytałam tak lirycznego, pięknego tekstu i wspaniałych życzeń. Nie wiem, czy moje do Ciebie dotarły na czas, ale Twoje do mnie tak, więc bardzo dziękuję za książkę z dedykacją i za to, co ze sobą przyniosła-świadomość posiadania wirtualnej Przyjaciółki. Uściski.
OdpowiedzUsuńCała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że Ci się podoba. O miłości można pisać różnie; Poświatowska pisze lirycznie i jednocześnie zmysłowo..
UsuńLivio, pięknie napisałaś, a że jestem w trudnej sytuacji rodzinnej (małe konflikty, starcia, niedomówienia), bardzo mi zależy na pojednaniu, zgodzie.. to tym bardziej odebrałam ten tekst osobiscie. Czytałam i płakałam, bo zależy mi ogromnie na zjednoczeniu mojej rodziny i bliskości, a coś ostatnio nie wychodzi...
OdpowiedzUsuńDawno nie czytałam tak mądrej wypowiedzi, tym bardziej, że teraz święta, to człowiek skupia się na najbliższych i chciałby, aby wszystko grało, a tu nie wychodzi. I to boli, bardzo boli.
Dziękuję Ci, pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego, zdrowia głównie i spokoju (teraz i w nadchodzącym roku).
Uściski, stała czytaczka Twojego bloga:)
Dziękuję za tak piękne słowa i z całego serca życzę, by w rodzinie wszystko szło ku dobremu. To jest trudne, ale przecież nie niemożliwe!
UsuńSerdecznie pozdrawiam
Ciepły, refleksyjny tekst, mimo kilku nut goryczy, ale ta gorycz nie jest dołująca, jest przypominająca.
OdpowiedzUsuńOstatni akapit uniwersalny, więc i Tobie i sobie także tego życzę!
Wigilia bywa i radosna i bolesna, ale zawsze jest źródłem głębokich przeżyć
Usuń